*Naty*
Jestem w moim domu razem z Fran i szykujemy się na imprezę która będzie wieczorem. Nasz znajomy Peter ma urodziny i nas zaprosił. Pozbyłyśmy się już ciążowych brzuchów więc możemy wbić się w nasze stare kiecki.
- Naty, to jest strasznie obcisłe! - usłyszałam głos Fran
No, może prawie... pozbyłyśmy się brzuchów.
- To wciągnij brzuch! - krzyknęłam - Grubasie...
- Sama nie umiałaś się wbić w tą czerwoną!
- No i co z tego - powiedziałam
10 minut później miałyśmy już wybrane sukienki... Takie w które mogłyśmy wejść.
Ja wybrałam taką:
A Fran taką:
Wyszłyśmy z domu żegnając się z naszymi mężami i dziećmi, którzy zostali w moim domu, po czym ruszyłyśmy w stronę klubu. Nie zamierzałyśmy dzisiaj nic pić, ale i tak będziemy się dobrze bawić.
- Peter! - krzyknęłam i przytuliłyśmy chłopaka
- Hej dziewczyny, jak tam u dzieci? - spytał z uśmiechem
- Dobrze, Eli ma 2 miesiące - powiedziała Fran
- A Camilla 5 - dodałam
- To fajnie, mam nadzieję że będziecie się dobrze bawić. Wiecie... mężowie z dziećmi to możecie się zabawić
- Nie Peter, nie pijemy dziś - powiedziałam
- Jak chcecie - zaśmiał się i sobie poszedł
Niby to mój przyjaciel no i solenizant, ale wkurzył mnie swoim zachowaniem. Myśli, że będę zdradzać męża na prawo i lewo? Chyba go pogięło...
- Naty, idziesz? - spytała Fran
- Tak - przytaknęłam
Weszłyśmy do klubu, który okazał się być klubem go go! Nie wiedziałam ,że Peter taki jest! Szczerze?! Miałam się ochotę zwijać ale to w końcu mój przyjaciel. Nie wypada tak wychodzić w jego urodziny. Trudno. Jakoś to przeboleje.
- Chyba się tego nie spodziewałyśmy -powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem
- Tego to mało powiedziane. Zwijamy się?
- Oj Fran... Chyba nie wypada. To w końcu jego urodziny.
- Serio?! Jesteś marką i masz zamiar siedzieć w burdelu?!
- Dobra wychodzimy- powiedziałam ale kiedy zmierzałyśmy już do wyjścia podszedł do nas nachlany Peter
- Eeeeee.... Dziew...dziewczyny. Tto ten...no mój nowy kumpel.... Ekhem...-wyjąkał jak żul i zza jego plców wyłonił się... Marco?! Co on tu do cholery robi?!
Popatrzyłam w stronę przyjaciółki a ta widocznie zbladła.... Nie! Tak być nie może! Zwijamy się z tego miejsca. Już chciałam zawołać przyjaciółkę ale jej nie było.. Co?! Zaraz! Nie ma jej ?! DO jasnej cholery! Marco też nie ma!
Co się tutaj dzieje!
Podeszłam ,więc szybko do Petera by spytać czy nie widział gdzieś Fran.
- Peter! Gdzie jest Fran i Marco! Zniknęła...z nim i nie wiem gdzie jej szukać!!
-Wyyyyluzuuuj mała, pewnie się świetnie bawią....- zaśmiał się. Był nieźle nachlany. W takim stanie nie można było z nim rozmawiać. Ale?! Co jeżeli to prawda?! Co jeśli Marco zrobi coś Fran?! (od aut. chodzi o gwałt)
Wybiegłam ,więc szybko scenariuszem jaki sobie poukładałam. Kiedy opuściłam próg klubu i głośna muzyka ucichła usłyszałam.... Krzyk Fran?!
Pobiegłam tam i zobaczyłam półnagą Fran a na niej Marco! Co to jest?! Schowałam się za drzewo żeby zadzwonić do Diego i Maxiego, ale w tym momencie moja kochana mamusia musiała do mnie zadzwonić i na cały regulator zadzwonił dzwonek mojego telefonu.
- Co to kurwa jest? - usłyszałam głos Marco
Zwiałam do klubu a następnie pobiegłam do łazienki. Postanowiłam ,że tam zadzwonię do chłopaków.
Oczywiście coś musiało mi przeszkodzić. Do pomieszczenia wparował narąbany Peter rozbijając o kafelki butelkę wisky.
- Hhhej mmalleńkaa-wyjąkał - zabawimy się?! Chodź do mnie! -powiedział i się na mnie rzucił.
Szybko jednak wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam w jakieś ciche miejsce. Wybrałam numer do męża a następnie wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie mogłam zadzwonić do Diego....choć i tak się dowie. No cóż....Będzie III Wojna światowa.
- Maxi! Szybko! Przychodźcie do klubu!
-Spokojnie Naty! Co się dzieje?!
- Marco! On porwał Fran!
- Co?! Dlaczego nie zadzwoniłaś do Diego?!
- To z emocji.... Bo on ją chyba zgwałcił!
- Że co?! Czekaj już lecimy!
- Czekaj jeszcze jedno!
*Maxi*
- Diego! Jedziemy do klubu!
- Po co?
- No bo sudwjmarco djwhuwhuzgwalcikmhyedgh francescevygdhjef6d
- CO?!
- No bo mardcoeuiyidhi zgwusihbdehualcihwihdduwh franegfyecescenjdh
- CO?!
- NO BO MARCO ZGWAŁCIŁ FRANCESCE!
- CO?! - krzyknął
- Jak teraz nie słyszałeś to polecam iść do lekarza
Diego wybiegł z domu a ja poleciałem za nim. Wsiadłem z nim do auta i szybko łamiąc wszystkie przepisy dojechaliśmy do klubu gdzie zastaliśmy zapłakaną Naty. Pierwsze co było dobrze słyszalne to pisk Francesci dobiegający gdzieś z tyłów klubu.
*Diego*
Wraz z Maxim pobiegliśmy za klub gdzie zastaliśmy nieprzytomną Francescę a obok niej siedział Marco który się ubierał. Wkurzony podszedłem do niego i z całej pety przywaliłem mu w twarz.
Dalej zajął się nim Maxi a ja pobiegłem do Fran.
- Fran! Fran! - potrząsałem dziewczyną
- Diego... - szepnęła
Przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem a ona zaczęła płakać
- On... on mnie zgwałcił - wyłkała
- Wszystko będzie dobrze - powiedziałem i otarłem łzy spływające po jej policzkach
Wziąłem brunetkę do samochodu, przykryłem ją kocem i pojechaliśmy do domu. Gdy dojechaliśmy wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni, położyłem na łóżku i po chwili zasnęła. Poszedłem do pomieszczenia gdzie została Elena. Ją również ukołysałem i zasnęła.
Położyłem się obok Fran i mocno ją przytuliłem. Martwi mnie to, że Marco ją zgwałcił. Po pierwsze to moja żona! Po drugie to może jej zaszkodzić psychicznie i po trzecie... Boje się że zajdzie w ciąże... Co wtedy bym miał zrobić? Wychowywać nie swoje dziecko? Znaczy okej, wychowywałbym jak swoje, ale... Nie byłoby moje. Delikatnie pocałowałem dziewczynę po czym spróbowałem zasnąć
*Naty*
Martwi mnie sprawa z Fran. Słodkie to...ale chore... Leżałam tak kiedy na mnie położył się Maxi.
- Maxi, co ty odwalasz?
- No co, ja też mam swoje potrzeby
- To se je załatwiaj w kiblu.
- Pewne męskie potrzeby...
- To idź panie męski się wysrać albo na lekcje do Marco!
- Nie obrażaj mnie! Czy ty twierdzisz ,że robię to źle?
- Nie! Dowód śpi w pokoju obok!
Nagle zaczął mnie namiętnie całować i wiadomo jak się to skończyło.


Boskie!!!!
OdpowiedzUsuńKocham twojego bloga ❤
Czekam na next 😘
Cudowne <3
OdpowiedzUsuńCzekam na nexta :)