piątek, 20 listopada 2015

Odejście? Zawieszenie? Sprostowanie!

Tak... Wcześniejszy post był trochę mało informacyjny, ale dla tego że pisałam go w szkole i mi się spieszyło. Teraz bardziej to wytłumaczę. Na początku sama miałam odejść, potem wyszło że Natalia też. Tyle już chyba wiedzieliście, a teraz większe sprostowanie. Dalej wszystko będę komentowała i wogóle, po prostu na jakiś czas zawieszamy bloga. Naszego drugiego i mojego własnego dalej będziemy normalnie prowadzić :) Możliwe, że w przyszłości wrócimy, póki co zapraszamy na resztę blogów :)
DomiNika
NataliaNaty292

Odchodzę!

Tak, to nie żarty. Ja czyli  DomiNika odchodzę. Blog dalej będzie funkcjonował pod okiem Natalii. Przepraszam was ale póki co skupiam się na własnym blogu i na moich ocenach w szkole. Dziękuję wam za wszystko i może jak wszystko mi się trochę ogarnie  (oceny) to wrócę  <3
DomiNika

wtorek, 17 listopada 2015

Rozdział 2


*Francesca*
Powoli otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej. Diego nie było obok mnie, super... Znowu gdzieś poszedł. Zaspana wstałam i usłyszałam płacz Eleny. Ruszyłam w stronę korytarza, a gdy wyszłam z pokoju zobaczyłam Marco trzymającego w rękach płaczącą dziewczynkę
- Puść ją! - krzyknęłam
- Na życzenie - zaśmiał się i puścił Eli
- NIE!!!

- Fran. Fran - usłyszałam i gdy otworzyłam oczy zobaczyłam bruneta
- Diego - mocno go przytuliłam - Elena... ona - nie dał mi dokończyć
- Spokojnie, Eli nic nie jest. Miałaś zły sen - powiedział - Zaczęłaś krzyczeć i płakać
- Ma... Marco - zaczęłam płakać - Prawie ją zabił - łkałam i wtuliłam się w chłopaka
- To nie prawda, poczekaj - powiedział i wyszedł z sypialni zostawiając mnie samą
Minutę później wrócił z uśmiechniętą dziewczynką na rękach. Gdy ją zobaczyłam od razu poprawił mi się humor, a na mojej twarzy również zawitał uśmiech. Wzięłam Eli na ręce i mocno ją przytuliłam.
- Moje dwie księżniczki - uśmiechnął się Diego i musnął moje usta
Zauważyłam że idzie w stronę drzwi
- Gdzie idziesz? - spytałam zdziwiona
- Chcesz głodować? - spytał ironicznie - Zrobię śniadanie
Poszłam odłożyć Elenę do kojca, obudziłam ją a powinna jeszcze spać. Pocałowałam ją w czółko i postanowiłam się umyć. Wzięłam szybki prysznic, gdy się umyłam wyszłam na zimne kafelki i wytarłam ciało swoim puchatym ręcznikiem. Następnie ubrałam bieliznę i wybrany przeze mnie zestaw. Wysuszyłam włosy i spięłam je w luźnego koka. Gotowa poszłam do kuchni gdzie czekał już mój mąż
- Hej ślicznotko - pocałował mnie w nos co było całkiem słodkie
- Hej przystojniaku - zaśmiałam się - Zrobiłeś śniadanie?
- Jeszcze się pytasz - prychnął i wskazał na pełne jedzenia talerze
Gdy jedliśmy przypomniał mi się wczorajszy wieczór. Przez przypadek upuściłam widelec a Diego patrzył na mnie zdezorientowany. Już chciał coś powiedzieć ale mu na to nie pozwoliłam 
- Nic mi nie jest - powiedziałam cicho
- Nie kłam - powiedział stanowczo - Co jest?
- Po prostu... To mnie dobija - westchnęłam - Marco - wyjaśniłam 
- Nie martw się, już nic ci nie zrobi...
- Wiesz co?! Zawsze tak mówisz! - krzyknęłam i wstałam od stołu
- Fran... - powiedział czule
- Zostaw mnie! - krzyknęłam
- To nie moja wina, szłaś na zwykłą imprezę twojego przyjaciela! Gdybym chciał z tobą iść powiedziałabyś że jestem zazdrosny, zająłem się Eleną, pozwoliłem ci iść. Nic więcej nie mogłem zrobić! - krzyknął
Wybiegłam wkurzona z domu. Jedyne kto może mi pomóc to Naty. Tak, tylko ona mnie rozumie...

 *Naty*
Siedziałam sobie w domu gdy nagle usłyszałam dzwonek do drzwi i głos mojej przyjaciółki dobiegający z dworu.  
Podeszłam w samej pidżamie i otworzyłam drzwi do pomieszczenia. Francesca wpadła do pokoju i zaczęła ryczeć
- Jak on mógł! Debil, kretyn, idiota, świnia!
-  Francesca uspokój się!!!
- Łatwo Ci mówić! Nienawidzę ! Kocham ! Nienawidzę!
- Okeeeej?! A teraz gadaj mi szybko o co chodzi bo jak się nie uspokoisz to wyleję na ciebie tą ohydną kawę od Maxiego!
- Słyszałem! -powiedział z góry
- Co mnie to!
- No to teraz gadaj!- krzyknęłam w stronę przyjaciółki
- No bo... No bo ja chyba pokłóciłam się z Diego
- Co? Ale dlaczego?!
- No bo... Wspomniał o Marco a ja tak trochę wybuchłam...
- Co?! Masz natychmiast tam iść i go przeprosić!
- No ale....ale on.... Ehhh no dobra
- Super! A teraz leć do niego bo na jego miejscu byłabym już nieźle wkurzona... NO ale wiem ,że on cię kocha bardziej niż ja
- Ejjjj... Dzięki...Ej!
- Idź już!!!
- Idę idę ! Nie wkurzaj się tak bo Maxi na ciebie czeka na górze.... Ciekawe co on tam robi??? Może czeka.... W....Sypialni
- A idź bo za chwilę cię do domu nie wpuści.
- Idę , idę
- Pa
- Pa
Zamknęłam jej drzwi przed nosem i podeszłam do schodów by udać się na górę do męża. Serio ciekawiło mnie co robi...
Podeszłam szybkim krokiem do chłopaka.
Kiedy zbliżałam się do drzwi uchyliłam je lekko widząc jak Maxi....nawala w Cs?!
- Ruschuj Ruschuj!!!!  Crash!!! Dajesz!!!! Znajdziemy ich od lewej!!! Dajesz!!! 
- Echem... Co ty odwalasz?!
- Uczę Camillę jak grać w cs-a.
- Maxi... Camilla śpi w osobnym pokoju
- Właśnie dlatego tak krzycze
- Ale właściwie z kim ty w ogóle grasz?
- Z nikim...!!!
- Dawaj mi natychmiast te słuchawki! 
Zerwałam się z miejsca i wyrwalam mu słuchawki z ręki. 
- I co dała ci juz spokój?! - Usłyszałam dźwięk z urządzenia. Głos Diego?!
- Chwila co?!
- Eeeee to ja już spadam. Pa! 
- Czekaj!!! Mam sprawę...
- Eeeee jaką?
- Pogodziłeś się już z Francescą?
- Nieee... Jeszcze nie wróciła do domu. A co?
- Jak to?! Wyszła ode mnie z domu godzinę temu!
- Cholera!  Muszę lecieć!
- Gdzie?!
- Szukać jej!!!!- Powiedział i szybko się rozłączył
- No to zostaliśmy zostaliśmy sami....- powiedział Maxi
- Cały czas byliśmy sami
- Dobrze wiesz o co mi chodzi
- Nie nie wiem a teraz marsz do kuchni zmywac naczynia!
- Foch!- udał obrażonego
- No dobra! Chodź tu do mnie!
- Jest!
*Francesca*
Trochę okłamałam Naty, bo wcale nie poszłam do domu. Zamiast tego chodzę teraz po parku... Sama... Zamiast w domu! Ehhh... ja serio jestem głupia
- Francesca - usłyszałam i aż podskoczyłam. Nie! Odwróciłam się i zobaczyłam tego pacana
- Marco... - powiedziałam cicho i wycofałam się do tyłu
- Dawno się nie widzieliśmy - zaczął się śmiać i podszedł do mnie
- Zostaw ją - usłyszałam za sobą i obok mnie stanął Diego
- Co ty tu...
- Głuchy jesteś czy mam ci aparat słuchowy kupić! Wypierdalaj! 
Marco chwilę stał przed nami ale szybko zaczął uciekać. Spojrzałam zdziwiona na bruneta i mocno go przytuliłam
- Dziękuję... - powiedziałam cicho
- Mówiłem że cię nie zostawię - uśmiechnęłam się
- Nie jesteś na mnie zły?
- Nie mam o co, chyba bym się zabił gdyby ten debil znów ci coś zrobił
- Kocham cię - namiętnie pocałowałam chłopaka




sobota, 7 listopada 2015

One shot 2000 wyświetleń

- Księżniczko! - usłyszałam pukanie do drzwi, w których pojawiła się Matylda - Twój ojciec cię wzywa
- Już idę! - odpowiedziałam i poszłam w stronę komnaty mego ojca - A cóż się stało że mnie wzywa? - spytałam zdziwiona
- Tego dowiesz się od niego - powiedziała z uśmiechem
Weszłam do komnaty gdzie czekał na mnie mój ojciec, po jego lewej królewicz Leon, a po prawej giermek Diego
- Witaj ojcze - powiedziałam podchodząc do niego
- Witaj Francesco. Jak już pewnie wiesz chodzi o coś ważnego
- Z byle jakiego powodu nie wzywasz mnie do siebie
- Owszem
- Więc o co chodzi?
- Chodź, usiądziemy - wskazał na stół przy którym mieliśmy usiąść
- Dobrze, powiedz co się stało
- Gdy twoja matka miała urodzić postanowiłem iść do wyroczni, by dowiedzieć się co stanie się w twym życiu
- Rozumiem...
- Chodzi mi bardziej o to, co powiedziała wyrocznia... Jej słowa są zapisane w tym liście - wskazał kopertę - Proszę, abyś ją teraz przeczytała
Drżącymi rękoma delikatnie otworzyłam kopertę, a następnie złapałam list

Twa córka Francesca będzie się zwała
I z każdym dniem będzie piękniała
Lecz szybko znaleźć jej męża trzeba
Bo w dorosłości anioły wezmą ją do nieba

- Co to ma znaczyć? - spytałam przestraszona
- Jeśli nie ożenisz się do 18 roku życia... - zaczął - Zginiesz - powiedział cicho
Poczułam jak do mych oczu napływają łzy. Nie wiedząc co czynić podniosłam się i wybiegłam z sali. Wiedziałam, że jest to nieodpowiednie gdyż zostawiłam ojca samego, ale nie wiedziałam co zrobić. Nie mogę zginąć, 18 lat kończę za miesiąc a nawet w nikim się nie zakochałam. Usiadłam na łóżku w pokoju, a po chwili pojawił się tam i mój ojciec
 - Nie mogę uwierzyć - powiedziałam przez łzy
- Nie pozwolę żebyś zginęła - pogłaskał mnie po policzku - Ożenisz się z księciem Leonem
- Chyba sobie żartujesz! - krzyknęłam
- Jak ty się do mnie odnosisz? Jestem twoim ojcem!
- I zmuszasz mnie do nieprawdziwej miłości!
- Ona nie musi być prawdziwa, dziecko ty się masz po prostu ożenić - powiedział - Zresztą książe Leon jest idealny na króla, jak i na twego męża
- Ale ja go nie kocham! - krzyczałam przez łzy
- To musisz go pokochać Francesca - powiedział i wyszedł trzaskając drzwiami
Co ja mam teraz zrobić? Słyszałam że niektórzy królowie robią tak swoim córkom, ale nie wiedziałam że spotka to akurat mnie. Nie kocham księcia Leona i nie zamierzam pokochać. 
Wyszłam z pokoju
- Gdzie idziesz? - spytała Matylda
- Przewietrzyć się. Wiesz, dużo emocji jak na jeden dzień - wytłumaczyłam dziewczynie
Matylda to moja opiekunka, często mnie rozumie, jak matka której nie mam. Brakuje mi jej, zwłaszcza gdy ojciec jest ostry i na mnie krzyczy. W takich chwilach pomaga mi Matylda, ale tym razem nie może nic zrobić.
- Mam iść z tobą? - spytała zmartwiona
- Nie, dam radę - powiedziałam i wyszłam z zamku
Wyszłam z zamku i usiadłam w ogrodzie
- Witaj - usłyszałam głos Leona
Nie odpowiedziałam
- Wkrótce zostaniesz moją żoną - uśmiechnął się
- Nie dojdzie do tego - powiedziałam
- Zdziwiłabyś się. Twój ojciec wystawił już datę ślubu
- Dlaczego tak bardzo ci na mnie zależy?
- Od dawna mi się podobałaś, czarnowłosa ślicznotka, była idealna na moją żonę. Na dodatek twój ojciec wybrał mnie na twojego męża
- Nic z tego nie wyjdzie, wolę umrzeć niż się z tobą ożenić
- Dlaczego tak bardzo mnie nienawidzisz?
- No nienawidzę takich pacanów jak ty - warknęłam i poszłam do pokoju
Miałam dość długich sukienek, takiego życia. Z tego:


Przebrałam się w to:


Wybiegłam z zamku i ruszyłam w stronę lasu. Usiadłam na korze drzewa i usłyszałam dzwonek mojego telefonu
- Francesca, gdzie jesteś? Twój ojciec się martwi - usłyszałam głos Matyldy
- Przepraszam, po prostu się przeraziłam. Matylda, ja nie chcę wyjść za księcia Leona
- Dlaczego? On do ciebie pasuje - powiedziała
- Mówisz serio?
- Nie... - westchnęła - Rozumiem cię, ale musisz za niego wyjść dla twojego dobra
- Dlaczego akurat za niego? Nienawidzę go, już wolałabym tego giermka - prychnęłam i zobaczyłam smutnego chłopaka przyglądającego mi się - Muszę kończyć
- Ale France... - rozłączyłam się
- Przepraszam... Nie o to mi chodziło. Podałam pierwszą lepszą osobę i wypadło na cie...
- Nie przejmuj się księżniczko, w końcu to tylko ja - uśmiechnął się
- Mów na mnie Fran. I to nie tylko ty tylko aż ty. Dlaczego tak słabo się oceniasz?
- Jestem tylko giermkiem jak mam się oceniać, jak króla? - zaśmiał się
- Nie jesteś tylko giermkiem... - spojrzał na mnie kpiąco - Na pewno jesteś lepszy od Leona - westchnęłam
- Czemu tak go nienawidzisz? - spytał
- Nie zrozumiesz... - powiedziałam cicho
- Tak naprawdę nie masz wytłumaczenia tylko się boisz, boisz że się w nim zakochasz. Tylko dlaczego skoro i tak musisz za niego wyjść?
- Nie wyjdę za niego Diego! Moglibyście to w końcu zrozumieć?!
- Musisz za niego wyjść zrozum to!
- A dlaczego za niego? Nie mogłabym na przykład za ciebie?! - krzyknęłam 
Mówiłam już prawie przez łzy. Mam dość tego tematu...
- Bo jestem giermkiem a ty księżniczką!
- Co z tego?! - krzyknęłam i pocałowałam go
Nie wiem dlaczego to zrobiłam. No, właściwie to wiedziałam... Od jakiegoś czasu mi się podobał, ale bałam się mu tego powiedzieć, bo jestem księżniczką.
- I tak muszę za kogoś wyjść - powiedziałam gdy oderwaliśmy się od ciebie - Ale ja go nie kocham. Kocham ciebie... - powiedziałam cicho
Chłopak tylko na mnie spojrzał i mocno mnie przytulił
- Ja też cię kocham... - powiedział - Ale co chcesz powiedzieć królowi?
- Wiesz co mu chcę powiedzieć? To co czuję... - pociągnęłam go za rękę w stronę zamku

*Król*

- Matylda! - krzyknąłem
Po chwili kobieta do mnie przybiegła
- Witaj Królu - ukłoniła się
- Gdzie moja córka - powiedziałem
- Nie wiem jaśnie panie... Dzwoniłam do niej ale się rozłączyła. Nie zdążyłam się spytać...
- Masz ją znaleźć!
- Tu jestem ojcze - usłyszałem głos Francesci
- W coś ty się ubrała?! - krzyknąłem
- W to co mi się podoba. I tak, nie ożenię się z księciem Leonem - powiedziała wkurzona
- Zdziwiła byś się
- Ożenię się z Diego - powiedziała wskazując na giermka
- Chyba sobie kpisz! Z nim?! - wskazałem na bruneta
Chociaż... Może i by się nadawał na króla
- Dobra, ożeń się z nim - powiedziałem beznamiętnie a ona pisnęła i pocałowała chłopaka

*Francesca*

- Fran, naprawdę nic dziś ci nie idzie - westchnęła Matylda
- To ze stresu. Dziś najpiękniejszy dzień w moim życiu... - powiedziałam
- Może nie ja ci pomogę a ktoś inny? - powiedziała tajemniczo
Nagle przez drzwi komnaty przeszła moja kochana kuzynka, której od dawna nie widziałam
- Naty! - krzyknęłam i przytuliłam brunetkę
- Cześć. Przyjechałam najszybciej jak się dało. Jest też ze mną mój narzeczony Maxi, ale on poszedł do Diego
- Nawet nie wiesz jak się ciesze że tu jesteś - uśmiechnęłam się
- To ja was zostawię - usłyszałam głos Matyldy
- Jak tam z Maxim? - spytałam
- Za miesiąc bierzemy ślub, mam nadzieję że przyjedziecie
- Z chęcią - zaśmiałam się

*3 lata później*

Minęły już 3 lata odkąd wzięliśmy z Diego ślub. Mój tata szybko się z tym pogodził, a najszczęśliwszy był gdy dowiedział się że zostanie dziadkiem. Mamy dwuletnią córeczkę Talię, a za 6 miesięcy będzie miała rodzeństwo. Albo siostrzyczkę Juliet, albo braciszka Jeremiego. 
Pewnie jesteście ciekawi co się dzieje z resztą?
Moja kochana Matylda w końcu znalazła sobie chłopaka, Bena. Naty z Maxim mają dwie bliźniaczki, Miriam i Penelopę. Leon za to nie potrafił się odkochać, jednak na pewnym balu poznał księżniczkę Violettę, dzięki temu za miesiąc biorą ślub na który jesteśmy zaproszeni. 
I tak wiedzie się moje królewskie życie...  Jestem szczęśliwa, chodź nie zawsze było łatwo

__________________________________________________________________________
Kochani!
Ostatnio wybiło nam 2000 wyświetleń
W tej chwili jest 2100
Nawet nie wiecie jak jesteśmy wdzięczne
Dużo pracy wkładamy w tego bloga
Cieszymy się z każdego wyświetlenia, komentarza
Bardzo wam za wszystko dziękujemy <3
DomiNika
NataliaNaty292
OS pisany przez DomiNikę



czwartek, 5 listopada 2015

Rozdział 1 Sezon 2

Niespodzianka! Tak naprawdę nie ma nowej historii tylko... Jest sezon 2! Jeeej :D Mamy nadzieję że się cieszycie :D No to zapraszamy do czytania:

*Naty*
Jestem w moim domu razem z Fran i szykujemy się na imprezę która będzie wieczorem. Nasz znajomy Peter ma urodziny i nas zaprosił. Pozbyłyśmy się już ciążowych brzuchów więc możemy wbić się w nasze stare kiecki. 
- Naty, to jest strasznie obcisłe! - usłyszałam głos Fran
No, może prawie... pozbyłyśmy się brzuchów. 
- To wciągnij brzuch! - krzyknęłam - Grubasie...
- Sama nie umiałaś się wbić w tą czerwoną!
- No i co z tego - powiedziałam
10 minut później miałyśmy już wybrane sukienki... Takie w które mogłyśmy wejść. 
Ja wybrałam taką:



A Fran taką:


Wyszłyśmy z domu żegnając się z naszymi mężami i dziećmi, którzy zostali w moim domu, po czym ruszyłyśmy w stronę klubu. Nie zamierzałyśmy dzisiaj nic pić, ale i tak będziemy się dobrze bawić. 
- Peter! - krzyknęłam i przytuliłyśmy chłopaka
- Hej dziewczyny, jak tam u dzieci? - spytał z uśmiechem
- Dobrze, Eli ma 2 miesiące - powiedziała Fran
- A Camilla 5 - dodałam
- To fajnie, mam nadzieję że będziecie się dobrze bawić. Wiecie... mężowie z dziećmi to możecie się zabawić
- Nie Peter, nie pijemy dziś - powiedziałam
- Jak chcecie - zaśmiał się i sobie poszedł
Niby to mój przyjaciel no i solenizant, ale wkurzył mnie swoim zachowaniem. Myśli, że będę zdradzać męża na prawo i lewo? Chyba go pogięło...
- Naty, idziesz? - spytała Fran
- Tak - przytaknęłam 
Weszłyśmy do klubu, który okazał się być klubem go go! Nie wiedziałam ,że Peter taki jest! Szczerze?! Miałam się ochotę zwijać ale to w końcu mój przyjaciel. Nie wypada tak wychodzić w jego urodziny. Trudno. Jakoś to przeboleje.
- Chyba się tego nie spodziewałyśmy -powiedziałam z ironicznym uśmieszkiem
- Tego to mało powiedziane. Zwijamy się?
- Oj Fran... Chyba nie wypada. To w końcu jego urodziny.
- Serio?! Jesteś marką i masz zamiar siedzieć w burdelu?!
- Dobra wychodzimy- powiedziałam ale kiedy zmierzałyśmy już do wyjścia podszedł do nas nachlany Peter
- Eeeeee.... Dziew...dziewczyny. Tto ten...no mój nowy kumpel.... Ekhem...-wyjąkał jak żul i zza jego plców wyłonił się... Marco?! Co on tu do cholery robi?!
Popatrzyłam w stronę przyjaciółki a ta widocznie zbladła.... Nie! Tak być nie może! Zwijamy się z tego miejsca. Już chciałam zawołać przyjaciółkę ale jej nie było.. Co?! Zaraz! Nie ma jej ?! DO jasnej cholery! Marco też nie ma!
Co się tutaj dzieje!
Podeszłam ,więc szybko do Petera by spytać czy nie widział gdzieś Fran.
- Peter! Gdzie jest Fran i Marco! Zniknęła...z nim i nie wiem gdzie jej szukać!!
-Wyyyyluzuuuj mała, pewnie się świetnie bawią....- zaśmiał się. Był nieźle nachlany. W takim stanie nie można było  z nim rozmawiać. Ale?! Co jeżeli to prawda?! Co jeśli Marco zrobi coś Fran?! (od aut. chodzi o gwałt)
Wybiegłam ,więc szybko scenariuszem jaki sobie poukładałam. Kiedy opuściłam próg klubu i głośna muzyka ucichła usłyszałam.... Krzyk Fran?!
Pobiegłam tam i zobaczyłam półnagą Fran a na niej Marco! Co to jest?! Schowałam się za drzewo żeby zadzwonić do Diego i Maxiego, ale  w tym momencie moja kochana mamusia musiała do mnie zadzwonić i na cały regulator zadzwonił dzwonek mojego telefonu.
- Co to kurwa jest? - usłyszałam głos Marco
Zwiałam do klubu a następnie pobiegłam do łazienki. Postanowiłam ,że tam zadzwonię do chłopaków. 
Oczywiście coś musiało mi przeszkodzić. Do pomieszczenia wparował narąbany Peter rozbijając o kafelki butelkę wisky. 
- Hhhej mmalleńkaa-wyjąkał - zabawimy się?! Chodź do mnie! -powiedział i się na mnie rzucił.
Szybko jednak wyrwałam się z jego objęć i pobiegłam w jakieś ciche miejsce. Wybrałam numer do męża a następnie wcisnęłam zieloną słuchawkę. Nie mogłam zadzwonić do Diego....choć i tak się dowie. No cóż....Będzie III Wojna światowa.
- Maxi! Szybko! Przychodźcie do klubu! 
-Spokojnie Naty! Co się dzieje?! 
- Marco! On porwał Fran!
- Co?! Dlaczego nie zadzwoniłaś do Diego?!
- To z emocji.... Bo on ją chyba zgwałcił!
- Że co?! Czekaj już lecimy!
- Czekaj jeszcze jedno!
      
                                                               *Maxi*
- Diego! Jedziemy do klubu!
- Po co?
- No bo sudwjmarco djwhuwhuzgwalcikmhyedgh francescevygdhjef6d
- CO?!
- No bo mardcoeuiyidhi zgwusihbdehualcihwihdduwh franegfyecescenjdh
- CO?!
- NO BO MARCO ZGWAŁCIŁ FRANCESCE!
- CO?! - krzyknął
- Jak teraz nie słyszałeś to polecam iść do lekarza
Diego wybiegł z domu a ja poleciałem za nim. Wsiadłem z nim do auta i szybko łamiąc wszystkie przepisy dojechaliśmy do klubu gdzie zastaliśmy zapłakaną Naty. Pierwsze co było dobrze słyszalne to pisk Francesci dobiegający gdzieś z tyłów klubu.


 *Diego*
 Wraz z Maxim pobiegliśmy za klub gdzie zastaliśmy nieprzytomną Francescę a obok niej siedział Marco który się ubierał. Wkurzony podszedłem do niego i z całej pety przywaliłem mu w twarz.
Dalej zajął się nim Maxi a ja pobiegłem do Fran.
- Fran! Fran! - potrząsałem dziewczyną
- Diego... - szepnęła
Przytuliłem ją najmocniej jak potrafiłem a ona zaczęła płakać
- On... on mnie zgwałcił - wyłkała
-  Wszystko będzie dobrze - powiedziałem i otarłem łzy spływające po jej policzkach 
Wziąłem brunetkę do samochodu, przykryłem ją kocem i pojechaliśmy do domu. Gdy dojechaliśmy wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni, położyłem na łóżku i po chwili zasnęła. Poszedłem do pomieszczenia gdzie została Elena. Ją również ukołysałem i zasnęła.
Położyłem się obok Fran i mocno ją przytuliłem. Martwi mnie to, że Marco ją zgwałcił. Po pierwsze to moja żona! Po drugie to może jej zaszkodzić psychicznie i po trzecie... Boje się że zajdzie w ciąże... Co wtedy bym miał zrobić? Wychowywać nie swoje dziecko? Znaczy okej, wychowywałbym jak swoje, ale... Nie byłoby moje. Delikatnie pocałowałem dziewczynę po czym spróbowałem zasnąć


*Naty*
Martwi mnie sprawa z Fran. Słodkie to...ale chore... Leżałam tak kiedy na mnie położył się Maxi.
- Maxi, co ty odwalasz?
- No co, ja też mam swoje potrzeby
- To se je załatwiaj w kiblu. 
- Pewne męskie potrzeby...
- To idź panie męski się wysrać albo na lekcje do Marco!

- Nie obrażaj mnie! Czy ty twierdzisz ,że robię to źle?

- Nie! Dowód śpi w pokoju obok!
Nagle zaczął mnie namiętnie całować i wiadomo jak się to skończyło.


środa, 4 listopada 2015

Epilog

*Naty*Rok później*

Minął już rok. Jestem bardzo szczęśliwa z Maxim a Fran z Diegiem. Wyprowadzili się z naszej wspólnej willi i teraz mieszkają w domu obok. Razem z moim ukochanym pobraliśmy się już parę miesięcy temu.... Nie zgadniecie! Fran urodziła się dziewczynka! Teraz mała Francesca biega po domu i rozwala to co wejdzie jej w drogę!!! Spokojnie.... Żartuje! Wszystkiego chyba nie niszczy!
Szkoda tylko ,że razem z moim "mężem" nie mieliśmy tak fajnego miesiąca miodowego jak Fran i Diego..... Taaaaak! Ja to miałam szczęście!
To się nazywa mieć w życiu pecha! Wyobrażacie sobie ,że w moją noc poślubną zaczęłam rodzić?!
Zabije Maxiego! To na pewno przez tą poduszkę pierdziuszkę którą mi podłożył na krzesło! Tak się zestresowałam ,że wszyscy się na mnie gapią ,że mała Camilla postanowiła wyjść już na świat...!
- Kochanie! Pomocy!
- Co znowu?! Maxi! Wołasz mnie już 10 raz! Czy to tak trudno zmienić pieluchę!
- Tak jeżeli osoba na której jest ta pielucha się buntuje!
- Mam rozumieć ,że dałeś się pokonać małemu dziecku?! A co będzie jak Marco wróci z więzienia?!
- Postaw kwiatki na moim grobie.
- Okeeeej?! To było pytanie retoryczne. Wiesz?! Prawda?- powiedziałam i uśmiechnęłam się z politowaniem
- Ahaaaaa
- No
- Tak zwany późny skap. Ale ty chyba nigdy się nie zmienisz.... I to w tobie kocham - powiedziałam i pocałowałam chłopaka w policzek
- Pomożesz?
- Niech ci będzie! Ale to już 5 raz kiedy odwalam za ciebie brudną robotę.


*Francesca*
Niby minął tylko rok, a tak wiele się zmieniło. Parę miesięcy temu ja i Diego wzięliśmy ślub, a dwa miesiące temu urodziła się nasza księżniczka, Elena. Nasze życie obróciło się do góry nogami. Wyprowadziliśmy się z domów Ponte, ale mieszkamy dom obok, dzięki czemu często możemy się spotykać.
Obudził mnie płacz małej.
- Diego... - mruknęłam - Idź do Eli
- Czemu ja...? - powiedział zaspanym głosem
- Bo ja już 20 razy byłam - zaśmiałam się - Rusz się - zrzuciłam go z łóżka
W końcu wstał z podłogi i poszedł do Eleny. Gdy długo nie wracał poszłam zobaczyć czy wszystko jest okej. Weszłam do pokoju Eleny gdzie zobaczyłam Diego próbującego uśpić małą.
- Daj mi ją - westchnęłam i wzięłam Eli na ręce
Gdy zasnęła położyłam ją w kojcu, pocałowałam w czółko i poszliśmy do sypialni
- Dalej nie wiem jak ty to robisz - zaśmiał się brunet i pocałował mnie w policzek
- Matczyny dar - powiedziałam z uśmiechem
Mimo że tak wiele się zmieniło, nie wiem jak bym dalej funkcjonowała gdyby Eleny nie było. Raz podczas ciąży prawie poroniłam, przez co bardzo się bałam że coś będzie nie tak, że będzie chora, albo... że się nie urodzi. Na szczęście wszystko się udało

-------------------------------------------------------------------------
Jest epilog! Mam nadzieję że fajny, szkoda że to koniec no ale trudno :p
Rozdział nowej historii pojawi się jutro
DomiNika
NataliaNaty292

wtorek, 3 listopada 2015

Rozdział 29

*Sylwester* Francesca
Dziś jest sylwester. Spędzamy go w czwórkę, dziadkowie Naty znaleźli sobie nowy domek. Oczywiście byliśmy bardzo smutni... Żartuję. Gdy wyszli wszyscy zaczęliśmy tańczyć. To znaczy, nie spodziewaliśmy się że z powrotem wejdą do mieszkania i nas zobaczą... Ich mina bezcenna.
Dziś ostatni dzień w roku, a ja dalej nie powiedziałam nikomu o tym, że jestem... w ciąży. Nie wiem jak im to powiedzieć, po prostu nie potrafię.
- Fran, chcesz coś na śniadanie? - spytała Naty wchodząc do mojej sypialni
No tak, w końcu wszyscy już poszli do kuchni tylko nie ja.
- Tak, jestem głodna jak wilk - zaśmiałam się
- Wszystko okej? - spytała
- Tak, czemu pytasz - odparłam zdziwiona
- Może dlatego, że stałam tu 10 minut a ty mnie nawet nie zauważyłaś
- Przepraszam, po prostu trochę się zamyśliłam
- No dobra, skoro tak - powiedziała - To chodź coś zjedz
Ruszyłyśmy do kuchni gdzie siedzieli już chłopcy
- Co tak długo? - spytał Maxi
- Spieszy ci się gdzieś? - powiedziała Maxi
- Wiesz, dziś ostatni dzień roku. To oczywiste że mi się spieszy
- Nie bądź taki dowcipny - zaśmiała się Naty a ja razem z nią
Gdy zjedliśmy śniadanie Maxi wraz z moim narzeczonym poszli kupić ozdoby i różne światełka, a my z Nat postanowiłyśmy wybrać co ubierzemy dziś wieczorem.
Naty ubierze śliczną biało - czarną sukienkę bez ramiączek


Ja ubiorę krótką, miętową sukienkę, z czarnymi akcentami


- Wyglądasz ślicznie - powiedziałam przyglądając się przyjaciółce
- Ty też - uśmiechnęła się
Było już jej widać brzuch, słodko to wyglądało. Podeszłam do brunetki z uśmiechem
- Ty i Maxi naprawdę do siebie pasujecie. Na dodatek będziecie mieli maluszka - zaśmiałam się
- Wiem, naprawdę się kochamy. A Camilla będzie naszą małą księżniczką
- Nie wątpię
- A ty... planujesz coś? - spytała
- W jakim sensie?
- No... - zaczerwieniła się - Dziecko
Wiedziała że nie lubię tego tematu. Na samą myśl o tym że już... jestem w ciąży, zrobiło mi się niedobrze
- Jesteś blada. Przepraszam, nie chciałam - mówiła szybko a ja pobiegłam do łazienki
Zamknęłam się na klucz i zwymiotowałam. No super, po prostu super. Postanowiłam udawać, że nic sie nie stało i jakby nigdy nic poszłam do salonu gdzie czekali już Diego, z Maxim i Naty
- Wszystko dobrze? - spytała zmartwiona brunetka
- Tak - usiadłam obok Diego
- Śliczna sukienka - pocałował mnie w policzek
- Dzięki - zarumieniłam się

*Wieczór*
- Fran, chodź zatańczyć - ciągnęła mnie Naty
Cały wieczór siedzę nie wiedząc co ze sobą zrobić. Nie chcę mi się tańczyć, a Naty cały czas mnie ciągnie!
- Natalia zaraz cie walne! - krzyknęłam wkurzona a ta zaczęła się śmiać
- Zabawna jesteś, a teraz chodź
- NIE!
- NO FRANCESCA BO CIE KOPNE!
- Jedziesz!
- Nie no nie kopne - westchnęłam
- Wiedziałam - parsknęłam śmiechem - Ej ja jak coś nie pije szampana
- Spoko, mój kochany Maxi kupił mi Picolo to ci dam - zaśmiała się
- Okej - dołączyłam do niej
- Z czego się śmiejecie? - spytał Maxi
- Z ciebie - powiedzieliśmy wszyscy
- Ej - udał fochniętego
Jak by mu to powiedzieć.
- Diego, możemy pogadać? - spytałam
- Tak, jasne - odparł
- Na osobności - powiedziałam
- Okej..? - poszliśmy do innego pomieszczenia - O co chodzi?
- Bo.. bo ja... - nie umiałam się wysłowić - Bo ja dziś nie pije! - wymyśliłam
- Dobrze, Fran przecież cię z tego powodu nie zabije - zaśmiał się i mnie przytulił - Ty zgrubłaś? - spytał odsuwając się ode mnie
- Ty świnio! - krzyknęłam i zaczęłam go bić
- Sorry! Sorry! Poddaje się! - krzyczał a ja się śmiałam
Tak naprawdę zgrubłam, ale nie chciałam się przyznawać bo by się domyślił
- Dobra, chodź do reszty - pociągnęłam go w stronę salonu
- Fran... - zaciął się
- Tak?
- Na pewno wszystko okej? - spytał
- Bo... bo ja... - teraz to ja się zacięłam - Nic mi nie jest - powiedziałam szybko
- Ale przecież... - powiedział ale przerwała nam Naty
- Chodźcie gołąbeczki bo za 5 minut północ
O nie...
- Idziemy - powiedziałam i wręcz pobiegłam do salonu
- Za niedługo będziemy obliczać - zaśmiała się Naty - To jest najlepsza część
- Najlepsza część jest wtedy gdy są fajerwerki - rozmarzył się Maxi
- Ja tam lubię ten rok... - powiedziałam cicho
- Ale następny może być jeszcze lepszy - powiedziała Naty i objęła mnie
- Może i tak... - powiedziałam cicho
- Dwie minuty! - krzyknęli chłopcy
Fran, zrób coś.... Fran! Zrób coś! Wymyśl coś! Niby co?!
- Minuta!
Jejku... Walić, powiem mu teraz
- Diego, bo ja...
- Czekaj, zostało pół minuty - zignorował mnie
Wszyscy zaczęliśmy odliczać. 10,9... zacięłam się. Nie wiem co robić! 6,5,4
- Ja... Ja... - 3,2 - Ja jestem w ciąży! - powiedziałam a wszyscy zaczęli skakać z radości
Nagle stanęli jak wryci. Usłyszałam fajerwerki, krzyk szczęśliwych ludzi.
- CO?! - krzyknęli wszyscy
- Jestem w ciąży... - powtórzyłam cicho - Zostaniesz tatą - powiedziałam do Diego z cichą nadzieją że się ucieszy
Chwilę jeszcze stał, a po chwili podszedł do mnie i namiętnie mnie pocałował
- Nawet nie wiesz jak się cieszę  - powiedział i mocno mnie przytulił
- Czyli... to dlatego byłaś zła w święta, humorki! - krzyknął Maxi
- Dlatego tyle jadłaś i było ci słabo - powiedziała szczęśliwa Naty
- Tak, i dlatego nie chciałam dziś pić - zaśmiałam się wtulona w bruneta
- Jak nazwiecie dziecko? - spytał Maxi
- Geniuszu ono nawet nie ma miesiąca - powiedziałam
- No i co z tego
- Może dziewczynkę Elena? - powiedział Diego
- Ślicznie, a chłopca Rugerro?
- Mi pasuje - uśmiechnął się i mnie pocałował
________________________________________________________________
To już ostatni rozdział :( Następnie epilog i... the end. Szykujemy dla was coś super,
z czego mamy nadzieję się ucieszycie :D Epilog pojawi się w tym tygodniu a w weekend
będzie coś nowego :)
Domi Nika