środa, 28 października 2015

Rozdział 28 + Notka pod rozdziałem

*Boże Narodzenie*

*Naty*
Obudziłam się... Pod Francescą?! Co ja tu robię. A co najważniejsze co ona na mnie Robi?! Wychyliłam rękę żeby pomacać ale się okazało się na Fran leży też   Diego. Macnęłam jeszcze raz i poczułam Maxiego. Co tu się do cholery dzieje?!
- Co się stało? - usłyszałam głos Fran
- Nie wiem, ale ktoś czyli ty mnie miażdży! - krzyknęłam budząc przy tym chłopaków
- Co to jest?! Grupowa orgia?! - powiedział Maxi
- Co myśmy wczoraj robili? - usłyszałam Diego
-Nie wiem ale złaź ze mnie! -krzyknęłam jak tylko umiałam bo Fran przygniatała mi płuca. Zepchnęłam ją z siebie i reszta wyglądała już jak układanka domino. Fran ze mnie zleciała, następnie Diego, i Maxi. Boże my jesteś nienormalni! Co tu się w ogóle działo...
-Dobra.....Udawajmy ,że nic się nie stało.... To nie miało miejsca. Tak jak ten incydent z policją w centrum handlowym
-Tak jest szefowo-zaśmiał się ironicznie Diego.
-To ja idę zrobić śniadanie.-powiedziałam a Maxi się uśmiechnął
-Nie dla ciebie grubasie, musisz schudnąć-powiedziałam a Diego zaczął się śmiać.
-Czego szczerzysz zęby. Sam wyglądasz jak świnia. I do tego spasiona.
- Jaki przykład będziesz dawał dziecku
- To ja idę się ubrać, Naty idziesz ze mną? - spytała Fran
- Już nas nie kochacie? - spytali bruneci
- Nie - powiedziałyśmy i poszłyśmy do góry się ubrać
Ja ubrałam to:

A Fran to: (bez okularów i torebki)


Zeszłyśmy na dół i zobaczyłyśmy dziwny widok. Diego stał przy Maxim, no... przy jego brzuchu tak jakby coś w nim słuchał
- Co... tu się dzieje - powiedziałam
- Diego słucha czy nie jestem w ciąży
- Wyprowadzam się... - usłyszałam głos Francesci
- Mogę z tobą?
- Tak, chodź się pakować
- No weźcie! Nie znacie się na żartach - krzyknął Maxi - Zresztą dziś święta. Macie dla nas prezent?
- A wy macie dla nas?
- Mmm... cudowna noc? - powiedział Diego
- Zboczeniec - powiedziała Fran a ja zaczęłam się śmiać
- A co w tym takiego zboczonego?
- Ty - odpowiedziała a ja zaczęłam się tarzać po podłodze
- Nie kochasz mnie już?
- Powtarzasz się'
- Bo się tak zachowujesz!
- Może mam powód!? - krzyknęłam
- Ogar! - krzyknął Maxi - Dziś święta, lepiej się nie kłócić
- Ubierzemy choinkę? - powiedziałam bezradnie
- Chętnie komuś przywalę bombką w łeb - warknęła brunetka
- Francesca! - krzyknęłam - Nie kłóćcie się! Są święta!
- To dodajmy jakiś łańcuch żeby kogoś powiesić
- Bo trafisz na czarną listę Św. Mikołaja! - powiedział Maxi
- Ale ty wiesz że on nie istnieje?
- Ćśś... Nie przy dziecku - wskazałam na mój brzuch i się zaśmiałam

*Wieczór, Wigilia*
- Maxi... Jak nazwiemy naszą dziewczynkę? - spytałam
- Może niech Fran coś wymyśli? - powiedział Diego - Bo coś jest nie w sosie
- Ciekawe czemu... - warknęła
- Może Camilla...? - powiedziałam
- Ślicznie - powiedział Maxi i pocałował mnie w usta
Fran i Diego się nie odzywali
- Ale o co ty jesteś zła? - spytał'
Panie Boże, zaś się zaczyna!
- Bo żyjesz
- Maxi przynieś jemiołę bo mnie zaraz szlag trafi
- Spadaj - powiedziała dziewczyna
- Teraz otwieramy prezenty! - zmieniłam temat
- Yyy... Naty - zaczęła Fran
- Nie ma prezentów, co nie...?
- Tak - zaśmiała się
Przed chwilą była wkurzona. Co z nią nie tak? Jakos ja nie mam takich humorów a jestem w ciąży. A co jeśli ona... Nie!
- Fran, pogadamy?
- Okej - powiedziała i poszlyśmy do kuchni
- Czy ty jesteś w ciąży? - walnęłam prosto z mostu
- Co?! Czemu tak myślisz?! - krzyknęła'
- No bo, masz humorki, wcześniej ci było nie dobrze
- Nie jestem w ciąży Natalia - powiedziała wkurzona
Zaś ma inny humor. Coś mi tu nie pasi...
Wróciłam do salonu ale nie było w nim ani Fran ani Diego. Nagle usłyszałam głośny trzask szklanki wydobywający się z pomieszczenia w ,którym wcześniej byłam. O nie! Czyli jednak Fran zabiła Diego! O nie! On był jeszcze taki młody!
-Maxi ,nie chcę Cię martwić ale chyba zbliża się III wojna światowa-powiedziałam z uśmiechem na ustach i podreptałam do kuchni sprawdzić czy Diego jest ranny. W pomieszczeniu znalazłam... nieprzytomną Francesce?! Co tu się stało?! Jednak było na odwrót?! Diego zabił Fran?! Tego się nie spodziewałam... Nie! Koniec żartów! Podbiegłam szybko do przyjaciółki i zawołałam Maxiego. Kiedy znalazł się w kuchni zaczęłam potrząsać dziewczyną. Dobrze ,że szybko się ocknęła.
- Fran, fran co sie stało-pytałam zdenerwowana ale nie zdążyłam zareagować bo dziewczyna wstała i pobiegła nawet nie wiem gdzie.
- Co to było?! -powiedział zdezorientowany Maxi
- Ja, ja ... Nie wiem-odparłam i poszłam do salonu gdzie siedział zadowolony i niczego nie świadomy Diego.
- To ty sobie tak po prostu siedzisz a twoja narzeczona zemdlała w kuchni, mało tego. Pobiegła nie wiadomo gdzie i z kim a ty masz to w dupie?
- Że co?!
- Nie, ja nie moga. Gdzieś ty był?!
- Trochę mi się przysnęło na parę minut ale to chyba nie problem.
- Maxi trzymaj mnie bo zara  kolejna szklanka się stłucze.
- Jaka szklanka?!
- Nie, wiesz twoja Fran chciała popełnić samobójstwo.... I wydaję mi się ,że to twoja wina.
- Ale co ja zrobiłem?! Przecież spałem!
- No właśnie! A powinieneś być przy swojej narzeczonej kiedy.....
Nagle w drzwiach pojawiła się Francesca. Była trochę przestraszona..?  O co chodzi... Raz jest smutna, raz wściekła a raz rozbawiona. Już naprawdę nie mogę odgadnąć co jej jest.
- Francesca! -krzyknął Diego i podbiegł do dziewczyny po czym namiętnie ją pocałował

*Francesca*
Tak naprawdę Naty trochę mnie przestraszyła tą ciążą. Jak pomyślałam, że to mogłaby być prawda upuściłam szklankę. Przez to zemdlałam, a gdy zniknęłam poleciałam po test ciążowy. Niestety wyszedł pozytywnie. Gdy Diego mnie pocałował, byłam mega zestresowana. Nie wiem jak mu to powiedzieć? Nie dziś, nie w wigilię
- Martwiłem się - powiedział gładząc mój policzek
- Przepraszam... - powiedziałam - Po prostu trochę się wkurzyłam
- Chciałaś go powiesić na łańcuchu - powiedział Maxi a ja zgromiłam go wzrokiem
- Wybaczysz mi? - spytałam
- Nawet nie masz za co przepraszać, też głupio się zachowałem. Dobrze, że już wszystko jest okej. Bałem się że zerwiesz zaręczyny czy coś...
- No coś ty. Przecież cię kocham - wtuliłam się w chłopaka
- Ja ciebie też - musnął moje usta
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi... Stał w nich listonosz przebrany za Mikołaja? Pomysłowe...
- Ho ho ho, poczta dla pani Francesci Cauviglii - powiedział udając śmiech Mikołaja
- Dziękuję - odebrałam paczkę i zamknęłam drzwi
- Ciekawe co to takiego -powiedziała Naty
Otworzyłam paczkę a w niej znajdowała się ramka ze zdjęciem moim,Naty, Maxiego i Diego
- Od kogo to...? - spytałam
- Od Marco... - powiedziała blada Naty
_____________________________________________________________
W końcu jest rozdział, ale mamy złą wiadomość
Nie mamy za bardzo weny na tą historie
Z bolącym sercem piszemy że pojawi się jeszcze jeden rozdział,
a potem epilog
Mamy jeszcze inny blog, na dodatek DomiNika jeszcze jeden
Na dodatek szkoła
Na 80% będzie nowa historia
Jest mała szansa że zawiesimy bloga, więc nie martwcie się
To chyba tyle :)
Aha, na naszym drugim blogu pojawił się dziś rozdział
A jutro pojawi się druga część ;)
DomiNika
NataliaNaty292








środa, 21 października 2015

Nasze blogi!!!



Hejka! To taki krótki post informacyjny, w którym chciałybyśmy zaprosić was na nasz nowy blog, oraz na blog DomiNiki. Pierwszy blog, to ten który prowadzimy razem:

http://diecescainaxidziewczynykontrachlopcy.blogspot.com

Jest tam dopiero jeden rozdział ponieważ prowadzimy go od wczoraj <3 Serdecznie zapraszamy
Drugi blog, jest tylko od DomiNiki. Tutaj ejst link do niego:

http://teamo-diecescainaxi.blogspot.com

Staramy się jak najczęściej dodawać na wszystkich blogach rozdziały, chodź nie zawsze się to udaje
Piszcie co sądzicie ;)
DomiNika
NataliaNaty292



niedziela, 18 października 2015

Rozdział 27

*Diego*
- Gdzie jedziecie? - spytała Naty
Spojrzałem na Fran. W jej oczach było widać smutek. To przeze mnie, ale nie chcę jej robić problemów, przez głupią żonę mojego ojca, która nie jest moją matką.
- Miałem jechać do Hiszpanii - westchnąłem - Ale nie jadę
- Co? - spytała Fran - Jak to nie jedziesz? Twój tata...
- Mój tata ma pecha, skoro jego nowa rodzina jest ważniejsza ode mnie to ma problem
Maxi i Naty stali osłupiali.
- Twój tata ma nową rodzinę? - spytał Maxi - Nigdy mi tego nie mówiłeś
- Tak... Od roku - powiedziałem cicho - Zostawił mamę, okazało się że miał kochankę
- Czemu nic nie powiedziałeś?
- Myślisz, że chciałem się chwalić tym jakiego porąbanego mam ojca? Nawet nie wie co się ze mną dzieje, gdyby zobaczył Fran mega by się zdziwił, bo wie jaki byłem
- Ale się zmieniliśmy...
- Nie znasz mojego ojca. Pomyślałby że to kolejna dziewczyna do zabawy, kiedy ja ją naprawdę kocham - spojrzałem na dziewczynę która sekundę później była w moich objęciach - Miałem jechać do niego do Hiszpanii. Właściwie on miał przyjechać tutaj, ale jego dziewczyna jest w szpitalu i plany się zmieniły
- Czyli... ty nie jedziesz? - spytała Naty
- Nie, nie jadę - uśmiechnąłem się i mocniej przytuliłem Fran

*Francesca*
Jak ja się cieszę że Diego nie jedzie! Sekunda bez niego jest masakryczna, a co dopiero gdyby był w zupełnie innym kraju. Nagle zobaczyłam kogoś, kogo nie miałam ochoty zobaczyć...
- Mama... - powiedziałam cicho i przytuliłam kobietę
Ostatnio byłam z nią ostro pokłócona. Tak, poszło o Diego. Mówiła, że mnie zostawi, jestem tylko zabawką. A jak mi się oświadczył, rozpętało się piekło. Dlatego zamieszkałam sama, a teraz mieszkam z nim, Naty i Maxim.
- Przyjechałam po ciebie, jedziesz do domu, już - powiedziała ostro
- Co? Chyba sobie żartujesz, mam 19 lat. Nie będę jechała z tobą do domu - warknęłam
- Oni ci robią wodę z mózgu nawet sobie nie żartuj, córcia - prychnęła - Zmarnujesz sobie z nim życie
- Nie zmarnuję! - krzyknęłam - Mogłabyś w końcu mnie zrozumieć,  zawsze byłaś przeciwko mnie!
- Żeby on cię jeszcze kochał. Durny podrywacz - syknęła - Tak jak twój ojciec.... - warknęła a ja poczułam łzy w oczach
Wiedziała że bolała mnie zmiana ojca. Okazało się że od zawsze ją zdradzał. Nigdy nie miał jednej, znaczy miał. Moją mamę, ale nigdy jej nie kochał. Mnie nawet nigdy nie chciał zobaczyć.
Zaczęłam płakać a Diego mocno mnie przytulił
- To nie Diego niszczy mi życie, tylko ty! - krzyknęłam - Cieszysz się z mojego bólu i tylko na tym ci zależy! By mnie ranić! Wynoś się stąd! Już!
- Nie będę cię słuchać
- Wynoś się! - krzyknęłam przez łzy i nagle mnie posłuchała
Prychnęła pod nosem i poszła sobie.
- Nie płacz - mówił Hiszpan trzymając mnie w objęciach
- Czemu ona tak mnie rani - wyłkałam - Każda matka chce żeby jej córka była szczęśliwa, a moja...? Moja chcę żebym była samotna, smutna. Może niech mi jeszcze żyletkę da pod nos?! - krzyczałam
- Francesca... - dotknął mojego policzka - Nie mów tak. Ona chcę twojego dobra
- Jeszcze jej bronisz? Chce żebyśmy się rozstali
- Boi się, że spotka cię to co ją
- Czyli zawsze mam być sama?! - krzyknęłam - Odpowiedz mi!
- Nie krzycz na niego - powiedziała Naty - Widzisz do czego ona ją doprowadza? - zwróciła się do mojego narzeczonego a ja nie potrafiłam nic zrobić
Jedyne co mi zostawało to płacz. Nigdy nie miałam kochających rodziców, mam tego dość. Może moja mama ma rację i powinnam się zabić?! Fran nie myśl tak... Naty ma rację, nie moge uwierzyć do czego ta kobieta mnie doprowadza.
- Francesca, uspokój się - powiedział Diego - Nie przejmuj się tak nią
- Żeby się tak dało - westchnęłam uspokajając się i wtuliłam się w chłopaka

_______________________________________________________________
Nie mam weny... To jest jakaś masakra.... Ehhh oby następny był lepszy xd
Wogóle w następnym rozdziale chyba zrobimy święta hahah XD czemu by nie pierwszy śnieg spadł w niektórych częściach Polski no to zobaczymy haha :)
Domi Nika

piątek, 16 października 2015

Rozdział 26

*Naty*
Och!! Nareszcie spokój. Bez tego debila mamy normalnie wakacje! Przynajmniej siedzi teraz za kratkami o suchym chlebie. To podtrzymuje mnie na duchu... Stop! Naty! Kiedy ostatnio stałaś się taka zła!
-Czas przejść na ciemną stronę mocy....-powiedział Maxi.... Zaraz co?! Czy on czyta mi w myślach
-Co?! Od kiedy nauczyłeś się gadać jak...ten ,no wiesz.....Ten z gwiezdnych wojen. Ten debil.
-Ej! Nie obrażać lorda Weidera bo łeb ukręcę.
-Durny serial.
-Nie obrażaj najgenialniejszego serialu XXI wieku!
-Ty masz 5 lat czy tylko udajesz głupiego...
-Przepraszam Cię bardzo... Miałem do wyboru: Gwiezdne wojny albo powodzenia Charlie więc nie obrażaj mnie dobrze?!
-Czasami wydaję  mi się...I tego się boje ,że skończysz jak Ferdynand kiepski z dziurawymi skarpetami i oponą zamiast brzucha.... Bezrobotny i łysy! A do tego gruby!
-Czy zapomniałaś kto kupił tą wille?! I do tego z basenem?!
-Diego
-Co?! Przecież się dołożyłem
-Ile?!
-Eeee nieważne!
-Dobraaaaa ale zaraz po ślubie wysyłam cię na studia...Żebym nie miała kolejnego grubasa w rodzince (-:-powiedziałam i zaśmiałam się szatańsko
Nagle przerywając nasze poczucie humoru zadzwonił dzwonek do drzwi...
Dziwne-pomyślałam i moje myśli zbiegły się wokół jednej osoby...Marco!
Nie, nie ,nie,nie ! Marco siedzi w pace i nic tego jeszcze nie zmieni...
Podeszłam więc do wyjścia i uchyliłam drzwi.
-Co?!-przebiegło mi przez głowę kiedy w drzwiach ujrzałam.......Moich dziadków?!
-Co? Co wy tu robicie?
-Cześć wnusiu, aleś ty nam wyrosła. Jeszcze niedawno robiłaś kupki do pieluch-powiedzieli a ja miałam ochotę przywalić im z całej pety w twarz.... Ale się wstydu najadłam... Przecież za mną stał Maxi! Ale? Nie zauważyli go?
-Yhm-odchrząknął
-A co to za grubasek?!-powiedzieli chórem dziadkowie
-Maxi nie jest gruby! Jeszcze...-broniłam narzeczonego
-Właśnie! Nie jestem! Ha-powiedział zadowolony
-A więc co on tu robi?
-A co nie jest gruby i jak stara baba jaga chcesz go utuczyć?!-warknęłam żartobliwie
-Nie, oczywiście ,że nie ale nie przywykłam ,że zapraszasz do domu byle jakiego faceta-powiedział do tej pory nieobecny w rozmowie dziadek...
-Maxi nie jest byle facetem, jesteśmy zaręczeni?
-Obyś nie popełniła takiego błędu jak ja wychodząc za twojego dziadka.
-Yhm, ja tu stoję- powiedział starszy mężczyzna
-No i co z tego
-Okeeeej- powiedziałam zdezorientowana
-Boże. Dziewczyno wydawało mi się ,że ostatnio jak się widzieliśmy, rok temu to byłaś chudsza...-wymieniłam się porozumiewawczym spojrzeniem z Maxim.
-Dobra, może zmienimy temat (-:
-Spoko, to elo ziomale jak tam leci?
-Babciu nie udawaj ,że masz 17 lat bo ci to nie wychodzi-powiedziałam z wielkim bananem wymalowanym na twarzy a Maxi również był bliski głupawki.
-Tak więc, co tu robicie?!
-Zamierzamy się do was wprowadzić!-powiedziała babcia pełna entuzjazmu a ja i Maxi byliśmy bliscy płaczu.
-Że co?!
-Super prawda?! Wiedziałem ,że się ucieszycie-dodał zamyślony dziadek .
-No to już widzę minę Diego i Fran jak wrócą z tego spożywczaka. Będą mega zadowoleni )-: Na pewno-dodałam w myślach z sarkazmem i po minie chłopaka zorientowałam się ,że prawdopodobnie myśli o tym samym co ja.

*Francesca*
- Diego, łaskawco mógłbyś wziąć parę toreb z zakupami?! - krzyknęłam wkurzona tym że to ja niosę ten ciężar, a on ciągle gapi się w telefon
- Przepraszam.. - powiedział speszony - Czekałem na wiadomość od taty, dawno go nie widziałem a miał się zjawić w Argentynie. Ostatnio widziałem go rok temu, wyjechał do Hiszpanii, do swojej nowej rodziny - westchnął a ja spojrzałam na niego z troską
- Nigdy nie mówiłeś, że twój tata... - przełknęłam ślinę - Przepraszam - upuściłam torby i przytuliłam się do chłopaka
- Spokojnie, jest dobrze. Pozbierajmy te torby i chodźmy do domu bo Naty i Maxi będą się martwić
- Masz rację - puściłam chłopaka a gdy schylał się po torbę niespodziewanie pocałowałam go w policzek na co się uśmiechnął
Zebraliśmy torby i ruszyliśmy w stronę domu. Gdy otworzyłam drzwi przeżyłam szok. Zobaczyłam dziadków Naty, samą Naty i Maxiego tańczących Macarenę w salonie. Spojrzałam zszokowana na Diego który był równie zdziwiony.
- Francesca! - krzyknęła jej babcia i rzuciła się na mnie w uścisku
- Dzień dobry. Co pani tu robi? I pan?
- Mieszkamy - uśmiechnęła się ale mi nie było do śmiechu
- A ty, to? - zwróciła się do bruneta
- Diego, narzeczony Francesci - podał jej dłoń a ona ją uścisnęła
- Witaj. Jestem babcią Natalki - powiedziała a on spojrzał na mnie jak na debila
- Na ile państwo zostają?
- Pożyjemy, zobaczymy - powiedział jej dziadek - Tylko wiecie, dajcie nam wszyscy w nocy spać
- Dziadku! - krzyknęła Naty
- No co?! Ja tylko mówię prawdę - zaśmiał się a ja przywaliłam sobie w twarz
Nagle usłyszałam dźwięk sms'a z telefonu Diego. Spojrzałam na niego, a on na mnie. Wyjął telefon i odczytał wiadomość.
- Jest problem... - powiedział niepewnie
- Jaki? - spytałam
- Fran, chodź ze mną na dwór
- Okej... - powiedziałam i wyszliśmy z domu
- Francesca.... Muszę jechać do Hiszpanii
- C-co? Czemu? - powiedziałam
- Żona mojego taty jest w szpitalu, nie ma jak jej zostawić. Teraz akurat ma wolne od pracy, w tym tygodniu. Dlatego muszę jechać.
- Jadę z tobą
- Nie, Fran ty zostań
- Jadę z tobą
- Nie, Francesca zostajesz
- Jadę z tobą czy tego chcesz czy nie! - krzyknęłam a w drzwiach stanęła Naty z Maxim
- Gdzie jedziecie? - spytała zdziwiona
__________________________________________________________________
Wooooooooow proszę państwa mamy rozdział :D Mieszany, i wiem miał być dawno no ale brak weny tak bardzo :/ Za niedługo nam się historia skończy :( Będzie miała 35 rozdziałów i jak będę miała czas to zrobię ankietę jaką chcecie historię :p To chyba tyle mam nadzieję, że fajny <3










wtorek, 13 października 2015

Rozdział 25 cz. 2

*Francesca*
- Diego! Poczekaj! - krzyknęłam biegnąc za Hiszpanem
- Słuchaj Fran, tym razem mnie nie zatrzymuj. Przegiął, i dobrze o tym wiesz...
- Wiem... Ja chciałam iść z tobą. Wiem, że przegiął
- Dobra, idziemy? - spytał gdy trochę ochłonął
- Idziemy... - powiedziałam i szybko ruszyliśmy w stronę domu naszego sąsiada
Stanęliśmy przed drzwiami i zapukaliśmy. Nikt nam nie otworzył, więc sami weszliśmy. To co zobaczyłam przerosło wszystkie moje oczekiwania. Spojrzałam niepewnie na Diego a on na mnie.
- Co... to jest... - powiedziałam
Rozejrzałam się wokół. Jedyne co zobaczyłam to burdel! I nie chodziło mi o bałagan. Nagle podszedł do nas Marco.
- Witajcie w moim królestwie - powiedział z uśmiechem - Przyłączycie się?
- Wiesz co, mogłam się spodziewać po tobie wszystkiego. Ale burdel?! Serio?! - krzyknęłam a wszystkie te dziewczyny spojrzały na mnie i zaczęły się głupio chichrać - Zaraz im przywalę... - powiedziałam cicho
- No weź... Nie podoba ci się? - spytał ten stalker
- Ty tak na serio? Marco byliśmy przyjaciółmi, co się z tobą kurwa stało?! - krzyknął Diego
- Zmieniłem się na lepsze, w przeciwieństwie do ciebie - powiedział i spojrzał na mnie z pogardą - Po co mieć jedną jak można mieć każdą
- Przegiąłeś... - warknął Hiszpan i przywalił mu w nos
Ja wybiegłam z domu i zadzwoniłam po policję. Następnie poleciałam do domu po Naty i Maxiego.
- Chodźcie ze mną! Szybko! - krzyknęłam
- Co jest? - spytała Naty
- Nie uwierzycie ale... - przełknęłam ślinę - Marco ma w domu burdel. Wszędzie chodzą jakieś panienki. Zadzwoniłam po policję, a Marco i Diego zaczęli się bić. Wiem, znowu... Maxi leć tam - powiedziałam a on wybiegł jak torpeda na pomoc przyjacielowi
- Fran, uspokój się - powiedziała Naty łapiąc mnie z ramię
- Mam dość. Mam po prostu dość, ile można coś takiego wytrzymywać! - krzyknęłam i przytuliłam brunetkę
- Zaraz przyjedzie policja... - powiedziała i nagle się zatkała
- Co się stało? - spytałam przestraszona
- I karetka też się przyda... - powiedziała cicho - Maxi! - krzyknęła i wybiegła z domu
Przez otwarte drzwi zobaczyłam Marco leżącego na ulicy, przy nich policje, Maxiego i Diego.
Podbiegłam do Hiszpana i mocno go przytuliłam.
- Wszystko okej? - spytałam
- Tak, już nie będzie nas męczył - uśmiechnął się
- To już koniec przygody - powiedziała Naty
- Niczym w W-11 - zaśmiał się Maxi a wszyscy razem z nim
Poszliśmy do domu i wszystko ułożyło się dobrze :) Do czasu.....

_______________________________________________________________
Ale krótko buuuuu, brak weny :( To dlatego że ten podrozdział był uzupełnieniem poprzedniej części ;)
Następny rozdział będzie ciekawszy obiecuję <3 Jak znam życie znowu będzie wspólny ale to chyby nie jest źle :) To chyba tyle i proszę nie piszcie że mało Naxi, bo to raczej powinniście skarżyć się naszej kochanej Natalce że jest tak leniwym człowiekiem i nic nie pisze :) Ja jestem od pisania o Diecesce chodź staram się to łączyć i wciskać Naxi. To chyba tyle... Następnym razem będzie Naxi bo zmuszę Natalcię a jak nie to ją zabije :) To chyba już tyle tak na serio jeeej rozpisałam się XD Dobra to czeeeść XD
Domi Nika
Ps: Serio teraz tak to czytam i serio jest krótko :/ Jutro mamy wolne z Natalią to może coś napiszemy obiecuję <3 Może napiszę jakiegoś One Shota :p Pożyjemy, zobaczymy :) No dobra Papapapapa :*

poniedziałek, 12 października 2015

Rozdział 25 cz.1

*Naty*
Siedziałam właśnie na naszej wspólnej kanapie a Diecescai nie było w domu. Ciekawe co teraz robią? Nie ma ich już dobre 3 godziny....  Ach! Przynajmniej mam spokój. Jak znam życie to ten nakrętny stalker dzisiaj nie przyjdzie bo na pewno śledzi ich teraz... Jakim cudem było go stać na taką wille... Z tego co mi o co opowiadał mi Maxi nie był zbytnio bogaty- pomyślałam
Nagle do drzwi zadzwonił dzwonek.
Poszłam więc szybko otworzyć. Szczerze? Myślałam że kogoś tan zastane... Nikogo nie ma- stwierdziłam i już miałam wejść do środka i zamknąć za sobą drzwi lecz coś na ziemi przykuło moja uwagę. Na podłodze
leżało pudełko zaadresowane.... Do Fran?!
Na pewno od tego pieprzonego stalker!!!
-Aleeee Diego i Fran będą mieli niespodziankeee- dodałam na głos z nutą sarkazmu.
- Na pewno- Usłyszałam za sobą głos Maxiego. Chłopak podszedł do mnie i mnie przytulić.
- Maxi! Jest 12:00 a ty dalej jesteś nie wyspany?!.... I to jeszcze w tych batkach w krówki?  Jeezuuu... Myślałam że się chociaż ubierzesz- Powiedziałam z wyrzutem... - Chociaż tobą bez ciuchów też nie pogardze.
- Oj, przepraszam Naty ale wiesz że po wczorajszej nocy mam prawo być niewysmany. Jakim cudem ty nie jesteś zmęczona??
- Bo od samego rana dostaje paczki od adoratorów...!
- Że co?!
- Spokojnie Maxi, ta paczka do dla Fran.
- Pokaż otwieramy!!!
- Nie, Maxi. Nie powinniśmy.
- Eee tam...
- No dobra-  Powiedziałam zrezygnowana i podałam paczkę chłopakowi.
Zanim się spostrzegł zrobił on dziwną minę...  Miał?! Otwarte usta?!
- I jak?!
- Dobrze że ta paczka nie jest do ciebie bo chyba bym tego faceta ukatrupił.
- Maxi pokaż - wydałem się na narzeczonego
Zajrzałam do środka opakowania które trzymał Maxi.
Zobaczyłam tylko?!Tylko?! Opakowanie prezerwatyw?!
- Popatrz tylko na to!!- Powiedział rozbawiony narzeczony i zaczął wzmacniać parą damskich stringów z pudełka...Śmiałam się hak opętana..gdy nagle?! Do domu wbijają Diego i Francesca...
-Eeeee?? Co ty się dzieje?! - Spytał Diego
- Pokaż striptiz w naszym domu?!- powiedziała lekko zła Fran
- Nieeeee!!!- krzyknęłam oboje razem z Maxim.
- Patrz jaki prezent dostała Fran!- Powiedział rozbawiony chłopak.
- Zabije! Zabije gnoja!! -Ryknął Diego i wybiegł z mieszkania.






czwartek, 8 października 2015

Rozdział 24

*Naty*
Siedzimy już w samolocie leżącym do BA.
Straszliwie mi się nudzi i nie mam już nic do roboty jak iść spać. Marco ostatnio nieźle przywalił Diego i Fran, ale na szczęście skończyło się to dla nich tylko sińcami.
- Maxi kochasz mnie jeszcze? Bo jestem bardzo nieznośna...
- Chyba taaak...
- Co?!
- Spokojnie Naty, żartuję...
- Jeśli nie, wyrwe ci jajka
- I to Natalia jaką kocham
- Ooo czyli jeszcze mnie kochasz?!
- Tak, i nie mam zamiaru przestać
Nagle podszedł do nas jakiś chłopak.... To był Marco!!! Co on do jasnej cholery tutaj robi.?! To jakiś stalker czy gram w W11?!
- Hejka Misia!
- Ja ci zaraz dam misie jak wylecisz z tego samolotu- warknął Maxi
- Spokojnie ja tylko po Fran
- A to spoko, jest z tyłu....
- Co?! Maxi oszalałeś?! Francesca Cie zabije!!! A Diego popełni samobójstwo jak go zobaczy!!!
- Nie martw się Naty, samolot jest okrągły i wszystkie sznurki zabrali nam na lotnisku więc się nie powiesi.....
- Co?! Maxi ale on ma jeszcze sznurówki
- O cholera, nie pomyślałem.... Ale trudno... Jednego masochiste mniej.
- A Fran?!
- Wyluzuj... Przynajmniej będzie się z czego śmiać jak Marco wyleci przez okno....
- Może i tak.... - Powiedziałam i zobaczyłam jak chłopak znika z mojego pola widzenia..  ( Marco)

*Francesca*
- Francesca? - Spytał Diego
- Co? - Spytałam patrząc w ekran telefonu
- Masz jakiś sznurek?
- Po co ci?
- Nic... Koleś wyglądający jak Marco właśnie tu idzie
- Mhm... Czekaj co?! - Krzyknęłam i spojrzałam ponad telefon
- Hej piękna - zwrócił się do mnie Marco
- Idę popełnić samobójstwo... - Powiedział Diego
- Maxi wisisz mi dziesięć złoty! - Usłyszałam krzyk Naty - Mówiłam że się powiesi!
- Ale śmieszne! - Odkrzyknęłam
- Ups...
- Marco co ty tu robisz?! - krzyknął w końcu mój chłopak
- No jak to co? Przeprowadzam się do Argentyny
- Co?! A i... Fran pamiętasz tą willę obok twojego domu? No to właśnie w niej będziemy mieszkać z Naty i Maxim
- CO?! To super!- krzyknęłam
- Ekhem... - kaszlnął Marco - Ja mieszkam w domu obok - powiedział a my zamarliśmy
- Ty chyba sobie żartujesz.... - powiedziałam
- Fran... Gdzie masz żyletki? - spytał Diego
- Po co ci? - spytałam zdziwiona
- Bo się chyba przez tego stalkera potne! - krzyknął
- Zapamiętać. Wywalić wszystkie żyletki - westchnęłam
- Widziałem wasz dom i macie sypialnie naprzeciwko mojego domu, dlatego polecam wam kupić solidne rolety - powiedział a ja myślałam że wybuchnę
- Nudzi ci się? - spytałam wkurzona
- Ta - powiedział mrugając do mnie okiem i odszedł
- Ile on nas będzie męczył - westchnęłam i położyłam głowę na ramieniu Diego
- Nie wiem.... Masz ten sznurek?
- Weź se sznurówkę - powiedziałam znudzona i zamknęłam oczy odpływając tym samym w krainę snu

*Następnego dnia*
Obudził mnie dzwonek do drzwi. Podniosłam się z łóżka i spojrzałam na zegarek, 6:00. Zabiję.... Poszłam w stronę drzwi i co zobaczyłam za nimi?! Marco!
- Hej misia, pobudka - zaśmiał się
- Chyba cię coś boli... - warknęłam
- Nie ale, słyszałem że przeprowadziliście się tu w czwórkę, bo chciałaś mieć bliżej swojego macho - powiedział udając mięśniaka i napinając mięśnie
- Wiesz że ty mięśni nie masz?
- Dlatego przeprowadziłaś się tu z tym macho... - nie dałam mu dokończyć
- Co ty masz z tym macho?!  - krzyknęłam
- No bo... - przerwał mu Diego
- Co się dzieje? - spytał brunet
- Weź go stąd bo zaraz oszaleję! - krzyknęłam
- Poddaję się... - westchnął i sobie poszedł.
Co za łamaga!
- Fran gdzie są żyletki!?
- Wywaliłam! - ryknęłam na cały regulator
Chwilę później chłopak znów znalazł się obok mnie
- W takim razie Marco... WON! - krzyknął
- Dobrze zrzędy... chyba mało spaliście - powiedział z uśmieszkiem a ja miałam ochotę go udusić
- WON! - powtórzyłam słowa mojego chłopaka i zamknęłam temu natrętowi drzwi przed twarzą
Usiadłam na kanapie w salonie i schowałam twarz w dłonie. Diego usiadł obok mnie i mnie przytulił
- Nie płacz - powiedział
- Czy ja płaczę? Po prostu się poddaję. Jak tak ma być codziennie to go zgłoszę na policję
- Dobrze, zrobimy tak a teraz chodź spać bo jest jeszcze wcześnie
- Dobra - powiedziałam i poszliśmy spać

*3 godziny później*
Siedzimy wszyscy na kanapie a ja Maxiemu i Naty opowiadam co stało się rano.
- I pokazywał mi te swoje mięśnie... Żeby je jeszcze miał! - krzyknęłam zrezygnowana
- No ja mam większe - powiedział Maxi pokazując swoje Maxi
- Maxi.. - powiedziała smutno Naty i potrząsnęła głową na nie a on zrobił taką mine:
- Co z nim zrobimy? - spytała Naty
- Nie wiem... - powiedziałam i zadzwonił dzwonek
- Nieeee!!!!! - krzyknęliśmy wszyscy chórem
- Tak! - usłyszeliśmy głos za drzwiami i już sekundę później w naszym domu znalazł się ten palant

____________________________________________________________________
Jest rozdział! Zmobilizowałam Natalię i pisała ten rozdział w autokarze jak jechaliśmy na wycieczkę xd
Ja jako Francesca pisałam to w domu, chodź Natalia większość tego wymyśliła hahaha 
Jak powiedziała o tym macho to aż musiałam se kucnąć bo się tak śmiałam xd
Mam nadzieję że fajny ja sie przy tym uśmiałam :D
Domi Nika
NataliaNaty292

niedziela, 4 października 2015

Rozdział 23

Najpierw chciałabym powiedzieć że znowu to ja Domi Nika. Serdecznie was proszę o zmobilizowanie Natalii do napisania rozdziału bo mnie już nie słucha. Trzy razy dziennie jej mówię, żeby go napisała a ta ciągle ,,Zaraz'' albo ,,Już'' a dalej go nie pisze! Rozdział nie będzie zbyt długi ale postaram się żeby był jak najfajniejszy przez to że dawno go nie było :/ Akcję mobilizujemy Natalię czas zacząć!!!

*Diego*
Marco to mój przyjaciel, ale tym razem miałem ochotę mu przywalić. Cały czas podlizywał się Fran i ślinił się do niej (I to dosłownie!). W końcu szlag mnie trafił i go opierniczyłem
- Marco mam dość! Francesca to moja narzeczona i jak zaraz nie przestaniesz jej podrywać to dostaniesz kopa w ryj! - wydarłem się
Włoszka stanęła jak wryta, tak samo Marco
- Diego, wyluzuj - powiedziała dziewczyna i pocałowała mnie w policzek - Przesadzasz trochę
- Trochę?! - znowu uniosłem głos - Przepraszam... - powiedziałem obejmując Włoszkę
- Diego, nie chciałem. Nic nie zrobię z tym, że masz cudowną narzeczoną, ale przecież ci jej nie odbiję
- No mam nadzieję - warknąłem
Ten typ zaczyna mnie wkurzać. Okej, to mój przyjaciel ale naprawdę ostro przegina
- A tak w ogóle Fran, mówił ci ktoś że masz śliczne oczy? - powiedział Marco
- Tak, Diego - warknęła Fran tez już zirytowana
- A że masz cudowne usta?
- Co?! - krzyknęliśmy równocześnie
Nie wytrzymałem. Rzuciłem się z pięściami na tego debila.
- Diego! Marco! Przestańcie! - krzyczała moja dziewczyna
Nagle podbiegł do nas Maxi próbując nas rozdzielić, a Naty stała przy Fran i nam się przyglądały
- O co wam poszło? - powiedział Maxi stojąc między nami
- Ten palant cały czas podrywa Fran - warknąłem próbując się uspokoić
- Wyluzuj, a ty - zwrócił się do Marco - Won od Fran bo następnym razem pomogę Diego obić ci ten ryj. Nikt nie będzie odbijał narzeczonej mojego przyjaciela, kapujesz? - powiedział ostro
- Czepiacie się - powiedział sepleniąc gdyż tak mu przywaliłem że spuchły mu usta
Nagle jak debil przypomniałem sobie o Fran. Spojrzałem na nią, stała nie wiedząc co robić. Powoli do niej podszedłem
- Przepraszam... - powiedziałem cicho
Myślałem że zacznie na mnie krzyczeć, że się obrazi. Zamiast tego dotknęła mojego policzka i przyciągając mnie do siebie namiętnie mnie pocałowała
- Dobrze zrobiłeś. Przesadził - powiedziała patrząc mi w oczy
Lekko się uśmiechnąłem i pocałowałem dziewczynę w policzek. Następnie znów podszedłem do Marco.
- Nie nazywaj mnie już swoim przyjacielem, nawet nie zbliżaj się do Francesci
- A co jeśli się zbliżę? - powiedział po czym kopnął Włoszkę w brzuch
- Ała! - krzyknęła i położyła się na podłodze konając z bólu
- Francesca! - krzyknąłem z łzami w oczach
Podbiegłem do dziewczyny i klęknąłem przy niej.
- Ty palancie! - krzyknąłem do Marco
- Boli - szepnęła Fran
- Będzie dobrze - powiedziałem i mocno przytuliłem dziewczynę - Zadzwonić po karetkę? - spytałem
- Nie, przejdzie mi, ale bardzo boli - mówiła przez łzy
Bardzo ją bolało. Mnie również. Gdy widziałem łzy spływające po jej policzkach, moje serce krajało się z bólu. Powoli wstałem ale niespodziewanie dostałem w twarz od Marco i padłem na ziemię.
Zobaczyłem ciemność, ostatnie co słyszałem to głośny krzyk Francesci.

*Francesca*
Obudziłam się w białym pomieszczeniu. Obok mnie był przykuty do ściany Diego, naprzeciwko mnie Naty i przykuty do ściany Maxi.
- Diego! -pisnęłam i podeszłam do chłopaka - Co się stało? - zwróciłam się do dziewczyny
- Ostatnie co pamiętam to jak Marco nam przywalił. Ale co my tu robimy?
- Nie wiem, Naty pomóż mi. Błagam! - krzyczałam patrząc na krwawiącego Diego
Do pomieszczenia wszedł Marco
- Nikt mu nie pomoże. On nie żyje - warknął Marco i zaczął się śmiać
- Nie!

- Francesca, Francesca - usłyszałam
Powoli otworzyłam oczy
- Diego! - krzyknęłam i wtuliłam się w chłopaka
- Już wszystko dobrze. Coś ci się śniło? Zaczęłaś płakać przez sen - powiedział przestraszony
- Śniło mi się, że Marco nas uwięził. Że cię zabił... - powiedziałam i znów zaczęłam płakać
- Trochę mi się oberwało ale dzięki Maxiemu szybko się ocknąłem i zaniosłem cię tutaj, do hotelu
(od aut. przypominam że bohaterowie są w Tunezji, ostatnio z Natalią troche o tym zapomniałyśmy xd)
- Mocno dostałeś? - spytałam patrząc na lekkie sińce na twarzy Hiszpana
- Nie tak jak ty, boli cie dalej brzuch?
- Trochę, ale ciesze się że nic poważnego ci nie jest - powiedziałam i pocałowałam chłopaka - Co z Naty i Maxim?
- Nic im się nie stało, są w pokoju, bali się o ciebie, ale nie tak jak ja. Przez ciebie prawie się poryczałem - powiedział i zaczął się śmiać
- Mój chłopak prawie płakał? I to ty? Chłopak który nigdy nie uronił ani jednej łzy? (od aut. rymowanie na śniadanie hahaha xd, musiałam)
- Widzisz do czego mnie doprowadzasz? - powiedział i zaczęliśmy się śmiać - Wolę gdy się śmiejesz, niż gdy płaczesz
- Kocham cię - powiedziałam wtulając sie w tors Hiszpana
- Ja ciebie bardziej - szepnął mi do ucha i pocałował w czubek głowy
_______________________________________________________
Znowu rozdział ode mnie ;-; Nie wkurzajcie się pewnie macie mnie już dość,
tak jak już pisałam akcja mobilizowania Natalii wkracza a życie, bo mnie przy niej
piorun trzaśnie juz nie wytrzymuję xd
Codziennie
- Natalia napisz rozdział
- Okej
Po południu
- Napisałaś?
- zaraz
I w końcu nie piszę, więc help me XD Piszcie czy fajny rozdział trochę sie działo Xd Diecesca trochę połamana ale co tam xp
Domi NIka

czwartek, 1 października 2015

One Shot! Tysiąc wyświetleń! *-*

Niepodziewanie wybiło nam tysiąc wyświetleń! Nawet nie wiecie jak bardzo jesteśmy wam za to wdzięczne! Mam już parę blogów od roku i na żadnym nie ma tyle wyświetleń a co dopiero komentarzy, dlatego gdy zaczynałyśmy działalność na tym blogu myślałyśmy że będzie tak samo <3 Dla niektórych tysiąc to mało, ale dla nas to naprawdę wiele i bardzo wam za to dziękujemy :) No dobrze już się tak nie rozgaduję chodź juz chyba za późno :) Oto One Shot :*

Gatunek: Dramat
Para: Naxi

*Naty*
Już nie jestem tą samą, zwykłą nastolatką jaką była Natalia Vidal. Teraz jestem wielką gwiazdą muzyczną, Natalią Vidal, a wkrótce Ponte. Tak! Mój kochany chłopak i teraz narzeczony Maxi mi się oświadczył! Myślałam, że teraz wszystko zacznie się układać, myślałam....

*Przeszłość*
Siedzę sama na kamiennym murze i myślę. Myślę o moim bólu... Cierpieniu... Dlaczego myślę o smutnych rzeczach, pewnie zadaliście właśnie sobie to pytanie? Ostatnio straciłam moich rodziców, zginęli w wypadku samochodowym, na dodatek przez nieuwagę i samolubstwo straciłam swoją najlepszą przyjaciółkę Francescę... Wszystko zaczęło mi się walić. Przestałam jeść, przestałam pić, a moja dusza zaczynała przestawać żyć. Moim codziennym nawykiem był płacz, to mnie uspokajało. Zasypiałam z myślą o lepszym jutrze, jednak to się nie stawało. Zostałam sama... I nic tego nie zmieni.
Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak. Nawet na niego nie spojrzałam. Nie chciałam marnować na niego swojego wzroku.
- Cześć, wszystko okej? Zapowiada się na burza - powiedział niepewnie
Było to słychać po tonie jego głosu, martwił się. Martwił się niechcianą przez nikogo dziewczyną, nie kochaną. Każdego by te słowa zabolały, ja już się przyzwyczaiłam.
- Jestem Maxi - powiedział znów, tym razem uraczyłam go swoim wzrokiem - Zaraz będzie padać... - powiedział tak jakbym nie usłyszała jego poprzedniej wypowiedzi
- Lubię burzę - powiedziałam bez emocji i znów spojrzałam na murek na którym siedziałam
- Ja nie. Jest taka smutna, nie uważasz? - spytał wesoło
- Lubię smutek... - powiedziałam cicho
- Nikt nie lubi smutku, każdy zasługuje chodź na odrobinę szczęścia
- Jakoś ja go nie mam - warknęłam
Wkurzają mnie tacy ludzie. Tacy szczęśliwi, wydają się wredni. Chcą ci wbić nóż szczęścia w plecy, mają cudowne zwykłe życie. Nie wiedzą co to ból. Spojrzałam na niego złym wzrokiem jednak on nie odszedł, tak jak robiła to większość ludzi 
- Dlaczego taka jesteś? - spytał
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie rozumiałam o czym mówi
- Jaka?
- Taka niedostępna, zła na wszystkich i na wszystko
- Nie interesuj się - warknęłam
- Dlaczego... boisz się mnie? - spytał i odwrócił moja twarz tak żebym patrzyła prosto na niego
- Po prostu zbyt wielu ludzi mnie zraniło - powiedziałam i wyrwałam głowę z uścisku chłopaka
- Na przykład? - spytał
- Rodzice zmarli, moja przyjaciółka mnie zostawiła, nie mówię, z mojej winy ale nie było to celowe, wszyscy się ode mnie odwrócili, a moje życie zaczęło się walić... - westchnęłam i poczułam falę łez przypływających do moich oczu. Musisz być silna Naty... Nie możesz dać oznak słabości
- Zresztą co cię to wszystko obchodzi! - krzyknęłam
Wstałam z murku i poszłam przed siebie

*Teraźniejszość*
Pamiętam to wszystko tak, jakby to zdarzyło się wczoraj. Maxi podbiegł do mnie, chwycił za rękę, powiedział ,,W końcu musisz się otworzyć'' i pocałował mnie. Ten moment odmienił moje życie. Zrozumiałam co to miłość, wszystko zaczęło nabierać kolorów. Zostaliśmy parą, a wkrótce zostanę panią Ponte. Nie mogę się tego doczekać.
Nagle do drzwi domu się otworzyły a w nich stanął Maxi. Ostatnio jest jakiś zdenerwowany, nie rozumiem dlaczego. Paparazzi nie daje nam żyć, ale już się przyzwyczailiśmy, więc dlaczego nagle teraz miałoby go to zacząć denerwować. Chłopak spojrzał na mnie, zawsze po przywitaniu dawał mi całusa i rozmawiał ze mną, teraz nawet nie stać go na zwykłe ,,cześć'' tylko od razu idzie do swojego mini - biura gdzie zajmuje się swoją wytwórnią. Zawsze o niej marzył, ale od zawsze mówił mi też że jestem dla niego najważniejsza. Gdy kolejny raz od dłuższego już czasu chciał iść do jego ulubionego pomieszczenia zatrzymałam go.
- Maxi musimy pogadać - powiedziałam łapiąc chłopaka za ramię
- Co jest?
- To ja powinnam się o to spytać. Jesteś jakiś dziwny...
- Nata, nic mi nie jest - mruknął i już chciał iść ale mu nie pozwoliłam
- Coś jest na rzeczy. Jestem twoją narzeczoną, jeśli mi nie powiesz z nami koniec- powiedziałam bardzo poważnie
- Przesadzasz...
- Czyli z nami koniec? - spytałam
Nagle zobaczyłam w jego oczach łzy. Podszedł bliżej i mnie przytulił
- Ja umieram... - powiedział cicho i zauważyłam łzy w jego oczach
Dotknęłam jego policzka i spojrzałam mu w oczy. Chłopak dzięki któremu żyję, który mnie odmienił właśnie umiera a ja nie mogę mu pomóc...
- Jak... Na co? - spytałam a po moich policzkach również spłynęły łzy
- Mam raka - szepnął a ja myślałam że się załamię
- Nie wierzę... - wyłkałam - Ile ci zostało?
- Pół roku...

*6 miesięcy do śmierci*
Wszystko wydawało się być cudowne. Mój chłopak mi się oświadczył, zdobyłam wymarzoną karierę, aż dowiaduję się że jedyny człowiek jakiego w moim życiu pokochałam musi umrzeć, a ja nie wiem jak sobie poradzę. Zanim go poznałam byłam samotną, smutną, niechciana dziewczynką, nieumiejącą sobie z niczym poradzić. Gdy go poznałam wszystko stało się kolorowe, wesołe. Poznałam nowe emocje, szczęście, miłość, nigdy nie wiedziałam jak to jest. On mi pomógł, odnalazł mnie i moją pasję. Kocham go, a on mnie zostawia... Dawne emocje powracają z każdym dniem, z każdą godzina, minutą czy sekundą mojego smutnego życia.
- Natuś, nie myśl o tym - uspokajał mnie mój chłopak
Nie wiem jak, ale on jest spokojniejszy ode mnie. Czuję się jakbym to ja miała umrzeć, a nie on. Wolałabym, żeby tak było. Życie bez niego nie ma najmniejszego sensu.
- Maxi ja sobie bez ciebie nie poradzę - powiedziałam i znów poczułam słone łzy spływające po moich policzkach - Kocham cię, nie mogę bez ciebie żyć
- Dasz radę, nie poddawaj się. Znajdziesz kogoś innego - powiedział głaszcząc mnie po moim delikatnym i mokrym od łez policzku
- Kiedy ja nie chcę nikogo innego, kocham tylko ciebie...
- Ja ciebie też, nawet nie wiesz jak bardzo
- Maxi, jako jedyny zaakceptowałeś mnie taką jaką byłam, odnalazłeś prawdziwą mnie, zobaczyłeś we mnie coś czego nikt inny nie widział.
- Oj misia - przytulił mnie i sam się rozpłakał

*5 miesięcy do śmierci*
Śmierć... niby zwykłe słowo, a rani tak wielu ludzi. Wybiera niesprawiedliwie osoby, które nie zawiniły. Żyły sobie spokojnie, ale ona ich dopadła. Zabrała im szczęście, radość.... Zabrała im życie.
Siedzę właśnie w pokoju i rozmyślam. Postanowiłam że pomogę Maxiemu. Spełnić jego największe marzenie. Jakie? Niby jest już sławny jako dj i ma własną wytwórnię, ale jego marzeniem jest pojechać do NY. Nigdy tam nie był, a wiem że chciał tam pojechać.
Podeszłam do komputera i zarezerwowałam bilety na tydzień do Nowego Yorku. Usłyszałam trzask drzwi. Maxi wrócił z pracy.
- Hej skarbie - powiedział jak zwykle całując mnie w policzek
Jestem z niego dumna, że nie załamuje się z powodu choroby, tylko próbuje żyć normalnie, jakby nie miał umrzeć.
- Cześć. Nie zgadniesz co zrobiłam! - krzyknęłam
- Co? - spytał zdziwiony
- Coś, na co bardzo się ucieszysz
- No mów bo zaraz nie wytrzymam!
- Pakuj walizki! Za tydzień jedziemy do NY!
- Że co?! Naty dziękuję ci! - krzyknął po czym rzucił się na mnie  z otwartymi ramionami - To było moje marzenie! Dziękuje! - krzyczał
- Nie ma za co.Nie oszukujmy się, wiem że chodź jesteś dzielny umierasz, a ja chciałam żebyś te ostatnie chwile spędził jak najlepiej.
- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha i ponownie przytulił
                                                                 
*5 miesięcy do śmierci*
Siedzimy już na miejscach w samolocie. Zauważyłam jak mój chłopak się trzęsie. Spojrzałam na niego czule i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Wszystko dobrze? - spytałam delikatnie
- Tak, trochę się stresuje ale cieszę się że tam jadę, a zwłaszcza dlatego że jadę tam z tobą - powiedział i się uśmiechnął
Podniosłam głowę po czym pocałowałam go w policzek. Spojrzałam za okno. Samolot wystartował...
- No to lecimy - szepnęłam zafascynowana widokami
- Boisz się? - spytał
- Czego? Lotu?
- Nie, mojej śmierci... - powiedział cicho
- Maxi, mogę cię o coś prosić?
- Tak...?
- Przez ten tydzień nie poruszajmy tego tematu, okej?
- Okej...

*Parę godzin później*
Jesteśmy w Nowym Yorku! Jest cudownie! No i jest tyle sklepów! Przyznam, ja również od dawna chciałam tu przylecieć, jestem tu parę godzin a tutaj już mi się strasznie podoba!
Właśnie wzięłam prysznic, ale mój chłopak cały czas leży w łóżku. Strasznie się o niego martwię...
Wyszłam z łazienki i podeszłam do łóżka/ Na nim leżał Maxi oglądający jakiś kanał w tv. Dotknęłam jego czoła, było gorące.
- Maxi, masz gorączkę... - powiedziałam z troską w głosie - Może zostań jutro w łóżku?
- Nie, dobrze się czuję Naty, nie martw się. Nie zepsuję nam tego tygodnia obiecuję
- Powiedziałabym okej, ale jesteś poważnie chory i jedna mała choroba w tym wypadku gorączka może ci zaszkodzić.
- Przesadzasz - jęknął
- Po prostu się martwię
- Chodź lepiej spać, już jest późno
- No okej - westchnęłam
Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam

*Rano*
Otworzyłam oczy i ziewnęłam. Spojrzałam na Maxiego, był jakoś dziwnie blady. Potrząsnęłam nim parę razy a ten ani drgnął. Mocno się przestraszyłam. Wstałam i zobaczyłam czy oddycha. Nie oddychał! Wzięłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Dobrze że mówię po angielsku to się w miarę dogadam.
Chwilę potem przyjechała karetka. Niestety nie mogłam jechać. Dali mi adres ale nawet nie wiedziałam gdzie to jest! Usiadłam załamana na łóżku .
Boję się, że umrze. Nawet nie wiem kiedy stracił przytomność. Tak bardzo się martwię. To wszystko moja wina. Wiedziałam, że coś złego się stanie ale go nie pilnowałam.
Te przemyślenia przerwał mi telefon. Jak poparzona odskoczyłam od łóżka i pobiegłam na poszukiwania telefonu. Na szczęście szybko go znalazłam i zdążyłam odebrać
- Słucham?
- Natalia Vidal? - usłyszałam męski głos w słuchawce
- Tak... Czy mogłabym wiedzieć kto mówi?
- Mówi doktor Alson... w szpitalu jest pani narzeczony./
- Ah tak! Co z nim?!
- Takich wiadomości nie wolno nam podawać przez telefon. Prosiłbym o natychmiastowe pójście do szpitala.
- Przyjadę jak najszybciej... - powiedziałam i rozłączyłam się
Pobiegłam do szafy i ubrałam moją czarną sukienkę. Nie wiem czemu, ale jakoś czułam że musi być czarna. Wyszłam z mieszkania i wezwałam taxi. Podałam ulicę i pojechałam do szpitala. Gdy wysiadałam zapłaciłam mężczyźnie i pobiegłam do środka. Przy recepcji stał mężczyzna a na jego koszuli zauważyłam plakietkę z napisem Peter Alson. To ten lekarz! Powoli do niego podeszłam
- Witam. Nazywam się Natalia Vidal, przyjechałam do mojego narzeczonego
- Ołłłłł.... Panna Vidal. Proszę, niech pani idzie ze mną. Dzięki za te dokumenty Greta - zwrócił się do sekretarki i ruszyliśmy w stronę chyba jego biura
Otworzył mi drzwi i gestem zaprosił do środka.
- Proszę, usiądź. Czy możemy sobie mówić na ty?
- Tak... Natalia - podałam mu rękę
- Peter - powiedział z uśmiechem całując moją dłoń
Usiadłam na fotelu a on naprzeciwko mnie
- No więc Natalio, przyjechałaś do swojego narzeczonego? - spytał
- Owszem, Maximiliano Ponte
- Mhm... Ten dj?
- Tak... a ja jestem piosenkarką
- Nieźle się dobraliście... - mruknął
- Co z nim?
- Z kim? - spytał głupio - Ah z Maximiliano. No więc... jak wiesz pd dawna chorował na raka
- Owszem. Ale miał umrzeć za 5 miesięcy. I tak się stanie, prawda?
- Ekhem - kaszlnął - Wiesz Natalio....
- Nie pan powie proszę - powiedziałam zniecierpliwiona
- Pani narzeczony zmarł - rzucił prosto z mostu
Spojrzałam na niego i poczułam łzy w oczach

- Nie... - szepnęłam i zaczęłam płakać
Peter podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Niby chciał pomóc ale to nie było to samo co przytulas od Maxiego. To miał być jego najlepszy tydzień w życiu, a nie ostatni....
Nagle do pomieszczenia wbiegła lekarka. Nie wiem czemu ale czułam że ją znam.
- Peter, mogę wziąć sobie wolne? - spytała patrząc na niego
- Nie rozumiem czemu nie weźmiesz ogólnego wolnego przecież jesteś chora
- Bo mnie tu potrzebują - powiedziała i spojrzała na mnie
Wiedziałam że ją znam.Przyjrzałam jej się dokładnie i nagle przypomniało mi się kto to


- Francesca! - krzyknęłam i przytuliłam przyjaciółkę
- Naty! Tęskniłam za tobą! - powiedziała i zaczęła płakać
- Nie wierzę że po tylu latach znów się spotykamy. I to w NY!
- Tak, to niesamowite. Bardzo mi ciebie brakowało. Widziałam że twój narzeczony tu był. Co z nim?

*3 miesiące później*
Straciłam mojego narzeczonego, moje całe życie. Ale odnalazłam moją najlepszą przyjaciółkę. Po długim czasie znów wszystko zaczęło się układać. Przeprowadziłam się do NY gdzie zrobiłam karierę aktorską, jako piosenkarka nie czułam się dobrze. Fran spiknęła mnie z Peterem, okazało się że jest w moim wieku no i tak jakoś wyszło.
Francesca przyznała się że ma narzeczonego, Diego. Ale się zrymowało! Widziałam go, są śliczną parą. Polubiłam go, on mnie też. 
Moja niekończąca się historia ma wzloty i upadki, ale teraz same wzloty.
Umarł mój ukochany, ale znalazłam moją od dawna poszukiwaną przeze mnie przyjaciółkę.....
_________________________________________________________
No w końcu się zebrałam! Już dwa tygodnie to pisałam, codziennie po kawałku. Blog ma już 1099 wyświetleń! Jeszcze raz bardzo chciałam wam podziękować za to wszystko
Mam nadzieję, że fajny rozdział :) Napracowałam się :D
Bardzo dziękujemy za wszystko <3
Domi Nika