*Naty*
Obudziłam się... Pod Francescą?! Co ja tu robię. A co najważniejsze co ona na mnie Robi?! Wychyliłam rękę żeby pomacać ale się okazało się na Fran leży też Diego. Macnęłam jeszcze raz i poczułam Maxiego. Co tu się do cholery dzieje?!
- Co się stało? - usłyszałam głos Fran
- Nie wiem, ale ktoś czyli ty mnie miażdży! - krzyknęłam budząc przy tym chłopaków
- Co to jest?! Grupowa orgia?! - powiedział Maxi
- Co myśmy wczoraj robili? - usłyszałam Diego
-Nie wiem ale złaź ze mnie! -krzyknęłam jak tylko umiałam bo Fran przygniatała mi płuca. Zepchnęłam ją z siebie i reszta wyglądała już jak układanka domino. Fran ze mnie zleciała, następnie Diego, i Maxi. Boże my jesteś nienormalni! Co tu się w ogóle działo...
-Dobra.....Udawajmy ,że nic się nie stało.... To nie miało miejsca. Tak jak ten incydent z policją w centrum handlowym
-Tak jest szefowo-zaśmiał się ironicznie Diego.
-To ja idę zrobić śniadanie.-powiedziałam a Maxi się uśmiechnął
-Nie dla ciebie grubasie, musisz schudnąć-powiedziałam a Diego zaczął się śmiać.
-Czego szczerzysz zęby. Sam wyglądasz jak świnia. I do tego spasiona.
- Jaki przykład będziesz dawał dziecku
- To ja idę się ubrać, Naty idziesz ze mną? - spytała Fran
- Już nas nie kochacie? - spytali bruneci
- Nie - powiedziałyśmy i poszłyśmy do góry się ubrać
Ja ubrałam to:
A Fran to: (bez okularów i torebki)
Zeszłyśmy na dół i zobaczyłyśmy dziwny widok. Diego stał przy Maxim, no... przy jego brzuchu tak jakby coś w nim słuchał
- Co... tu się dzieje - powiedziałam
- Diego słucha czy nie jestem w ciąży
- Wyprowadzam się... - usłyszałam głos Francesci
- Mogę z tobą?
- Tak, chodź się pakować
- No weźcie! Nie znacie się na żartach - krzyknął Maxi - Zresztą dziś święta. Macie dla nas prezent?
- A wy macie dla nas?
- Mmm... cudowna noc? - powiedział Diego
- Zboczeniec - powiedziała Fran a ja zaczęłam się śmiać
- A co w tym takiego zboczonego?
- Ty - odpowiedziała a ja zaczęłam się tarzać po podłodze
- Nie kochasz mnie już?
- Powtarzasz się'
- Bo się tak zachowujesz!
- Może mam powód!? - krzyknęłam
- Ogar! - krzyknął Maxi - Dziś święta, lepiej się nie kłócić
- Ubierzemy choinkę? - powiedziałam bezradnie
- Chętnie komuś przywalę bombką w łeb - warknęła brunetka
- Francesca! - krzyknęłam - Nie kłóćcie się! Są święta!
- To dodajmy jakiś łańcuch żeby kogoś powiesić
- Bo trafisz na czarną listę Św. Mikołaja! - powiedział Maxi
- Ale ty wiesz że on nie istnieje?
- Ćśś... Nie przy dziecku - wskazałam na mój brzuch i się zaśmiałam
*Wieczór, Wigilia*
- Maxi... Jak nazwiemy naszą dziewczynkę? - spytałam
- Może niech Fran coś wymyśli? - powiedział Diego - Bo coś jest nie w sosie
- Ciekawe czemu... - warknęła
- Może Camilla...? - powiedziałam
- Ślicznie - powiedział Maxi i pocałował mnie w usta
Fran i Diego się nie odzywali
- Ale o co ty jesteś zła? - spytał'
Panie Boże, zaś się zaczyna!
- Bo żyjesz
- Maxi przynieś jemiołę bo mnie zaraz szlag trafi
- Spadaj - powiedziała dziewczyna
- Teraz otwieramy prezenty! - zmieniłam temat
- Yyy... Naty - zaczęła Fran
- Nie ma prezentów, co nie...?
- Tak - zaśmiała się
Przed chwilą była wkurzona. Co z nią nie tak? Jakos ja nie mam takich humorów a jestem w ciąży. A co jeśli ona... Nie!
- Fran, pogadamy?
- Okej - powiedziała i poszlyśmy do kuchni
- Czy ty jesteś w ciąży? - walnęłam prosto z mostu
- Co?! Czemu tak myślisz?! - krzyknęła'
- No bo, masz humorki, wcześniej ci było nie dobrze
- Nie jestem w ciąży Natalia - powiedziała wkurzona
Zaś ma inny humor. Coś mi tu nie pasi...
Wróciłam do salonu ale nie było w nim ani Fran ani Diego. Nagle usłyszałam głośny trzask szklanki wydobywający się z pomieszczenia w ,którym wcześniej byłam. O nie! Czyli jednak Fran zabiła Diego! O nie! On był jeszcze taki młody!
-Maxi ,nie chcę Cię martwić ale chyba zbliża się III wojna światowa-powiedziałam z uśmiechem na ustach i podreptałam do kuchni sprawdzić czy Diego jest ranny. W pomieszczeniu znalazłam... nieprzytomną Francesce?! Co tu się stało?! Jednak było na odwrót?! Diego zabił Fran?! Tego się nie spodziewałam... Nie! Koniec żartów! Podbiegłam szybko do przyjaciółki i zawołałam Maxiego. Kiedy znalazł się w kuchni zaczęłam potrząsać dziewczyną. Dobrze ,że szybko się ocknęła.
- Fran, fran co sie stało-pytałam zdenerwowana ale nie zdążyłam zareagować bo dziewczyna wstała i pobiegła nawet nie wiem gdzie.
- Co to było?! -powiedział zdezorientowany Maxi
- Ja, ja ... Nie wiem-odparłam i poszłam do salonu gdzie siedział zadowolony i niczego nie świadomy Diego.
- To ty sobie tak po prostu siedzisz a twoja narzeczona zemdlała w kuchni, mało tego. Pobiegła nie wiadomo gdzie i z kim a ty masz to w dupie?
- Że co?!
- Nie, ja nie moga. Gdzieś ty był?!
- Trochę mi się przysnęło na parę minut ale to chyba nie problem.
- Maxi trzymaj mnie bo zara kolejna szklanka się stłucze.
- Jaka szklanka?!
- Nie, wiesz twoja Fran chciała popełnić samobójstwo.... I wydaję mi się ,że to twoja wina.
- Ale co ja zrobiłem?! Przecież spałem!
- No właśnie! A powinieneś być przy swojej narzeczonej kiedy.....
Nagle w drzwiach pojawiła się Francesca. Była trochę przestraszona..? O co chodzi... Raz jest smutna, raz wściekła a raz rozbawiona. Już naprawdę nie mogę odgadnąć co jej jest.
- Francesca! -krzyknął Diego i podbiegł do dziewczyny po czym namiętnie ją pocałował
*Francesca*
Tak naprawdę Naty trochę mnie przestraszyła tą ciążą. Jak pomyślałam, że to mogłaby być prawda upuściłam szklankę. Przez to zemdlałam, a gdy zniknęłam poleciałam po test ciążowy. Niestety wyszedł pozytywnie. Gdy Diego mnie pocałował, byłam mega zestresowana. Nie wiem jak mu to powiedzieć? Nie dziś, nie w wigilię
- Martwiłem się - powiedział gładząc mój policzek
- Przepraszam... - powiedziałam - Po prostu trochę się wkurzyłam
- Chciałaś go powiesić na łańcuchu - powiedział Maxi a ja zgromiłam go wzrokiem
- Wybaczysz mi? - spytałam
- Nawet nie masz za co przepraszać, też głupio się zachowałem. Dobrze, że już wszystko jest okej. Bałem się że zerwiesz zaręczyny czy coś...
- No coś ty. Przecież cię kocham - wtuliłam się w chłopaka
- Ja ciebie też - musnął moje usta
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi... Stał w nich listonosz przebrany za Mikołaja? Pomysłowe...
- Ho ho ho, poczta dla pani Francesci Cauviglii - powiedział udając śmiech Mikołaja
- Dziękuję - odebrałam paczkę i zamknęłam drzwi
- Ciekawe co to takiego -powiedziała Naty
Otworzyłam paczkę a w niej znajdowała się ramka ze zdjęciem moim,Naty, Maxiego i Diego
- Od kogo to...? - spytałam
- Od Marco... - powiedziała blada Naty
_____________________________________________________________
W końcu jest rozdział, ale mamy złą wiadomość
Nie mamy za bardzo weny na tą historie
Z bolącym sercem piszemy że pojawi się jeszcze jeden rozdział,
a potem epilog
Mamy jeszcze inny blog, na dodatek DomiNika jeszcze jeden
Na dodatek szkoła
Na 80% będzie nowa historia
Jest mała szansa że zawiesimy bloga, więc nie martwcie się
To chyba tyle :)
Aha, na naszym drugim blogu pojawił się dziś rozdział
A jutro pojawi się druga część ;)
DomiNika
NataliaNaty292





