poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Rozdział 11

*Naty*
Dobra nie wnikam-odpowiedział szybko Maxi i w geście obronnym machnął rękami ku górze. Założę się ,że w głowie takiego faceta jak on malują się teraz różne skojarzenia.... Wracając do tematu. Razem z Maxim postanowiliśmy odwiedzić Fran żeby omówić szczegóły wyjazdu. Ja z Francescą dowiedziałyśmy się o nim wczoraj a chłopaki dzisiaj więc trzeba ustalić parę kwestii. (-:
Tak czy inaczej samolot do Tunezji mamy jutro więc trzeba się pospieszyć.
-Wejdźcie -powiedziała szybko moja przyjaciółka a następnie odblokowała przejście bym mogła wejść do środka. Maxi przepuścił mnie uprzejmie a ja weszłam do salonu. Dom Fran jest duży i przestronny a wnętrza są w jasnych kolorach. Pospiesznie weszliśmy na górę do jej pokoju po czym zaczęliśmy rozmawiać.
-Twoi rodzice są w domu?-spytałam
-Nie, wyszli do restauracji jakąś godzinę temu, a co?
-Nie nic, jakoś swobodniej mi się rozmawia gdy nie ma ich w mieszkaniu. (-:
-To masz farta. Mi to obojętne.- odparła po czym usiadła na rozkładanej sofie na przeciwko półki z książkami.
-Tak bo ty masz fajnych rodziców ,którzy nie podsłuchują za drzwiami przykładając ucho do klamki.
-Tak masz rację za to mogę się spodziewać ojca z siekierą w środku nocy w moim pokoju.
-Co?!-krzyknęliśmy chórem
-To. Diego na przyszłość nie drzyj się tak przez komórkę o 2 w nocy bo mój tata z siekierą przyleciał na górę.
-Och-Odparł po czym usiadł na kanapie obok Fran po czy wszyscy parsknęliśmy śmiechem.
-A co z wyjazdem?-spytał Maxi zupełnie zmieniając temat. Rozmawialiśmy długo o biletach, lotnisku, samolotach, katastrofach lotniczych i Tunezji.
-Można zmienić temat?-powiedziałam ze znudzeniem w głosie- Pliss gadamy już o wyjeździe jakieś 2 godziny, wszystko ustalone jedziemy jutro. Będzie dobrze. Wystarczy się spakować i jest ok. Temat skończony
-To co chcesz robić w takim wypadku?
-Nwm
-Dobra nie ma już co robić to może pójdziemy już z Natalią do siebie a zgadamy się przez telefon ok?
-Pewnie już i tak długo tu siedzimy-odparłam po czym puściłam oczko do Maxiego. (;

*Godzinę później*

Siedziałam już w domu i postanowiłam ,że się spakuję. Wyjęłam więc z szafy moją największą walizkę i zaczęłam składać ubrania. W Tunezji jest bardzo gorący klimat więc wybrałam te ciuchy:


     

     

     
Kiedy spakowałam wszystkie ubrania plus kosmetyczka, szczoteczka do zębów, pasta, i kosmetyki

     
była godzina 23:20 i postanowiłam iść spać żeby wyspać się przed podróżą.

























niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 10

Rozdział dedykujemy: NataliaPonte i Nuśka Ponte które pod ostatnim rozdziałem zostawiły przemiłe komentarze za które bardzo dziękujemy <3

*Naty*

Minęły 2 tygodnie od wszystkich zdarzeń a Fran wyszła ze szpitala. Miała tylko skręconą kostkę i musiała odpocząć. Mimo iż wszystko się ułożyło nadal czułam się niezręcznie w obliczu całej tej sytuacji. Jak wiadomo zerwałam również z Arturem. Nie miałam z nim nadziei na związek ,ponieważ nie można być z kimś kogo się nie kocha lub co gorsze pokochało się innego. O dziwo zrozumiał to i przyjął dość spokojnie. Obyło się bez połamanych kości lub spuchniętych nosów. Już sobie to wyobrażam : "Artur z czerwonym posiniaczonym nosem i gilem spływającym mu do ust którego nawet nie może zetrzeć ,bo za bardzo go boli" "A tym czasem gil tak spływa i spływa". Pomarzyć zawsze wolno. Tak czy inaczej zrobiłabym śmieszną fotkę, podpisałabym wrrrrrr....Poniedziałki i wrzuciła na snapchata. Tak wiem...jestem zbyt okrutna dla mojego eks ale nic nie poradzę. Taka już jestem. Mimo tego że jestem nieśmiała...Jak natrafi się coś śmiesznego typu gile w buzi to nie umiem się nie śmiać. Oczywiście nie śmieje się z hipotezy podbitego nosa tylko gilów w gębie... Fuj. Wracając do tematu...Diego i Fran są razem a ja i Maxi tworzymy udaną parę. Powoli Fran nazywa mnie i jego Naxi. Nie lubię łączonych imion ani sposobności plotkowania o naszym związku. A kto plotkuje!? Cała szkoła. Całe studio zaczęło dudnić o moim i Fran nowych związkach jak tylko po raz pierwszy odprowadzili nas do szkoły. Teraz jestem w domu. Przeglądam stare albumy z mojego dzieciństwa jak razem z Fran postanowiłyśmy wybrać się razem do aqua parku. Prawię przez nią zawału dostałam! A dlaczego?!! Już mówię. Fran dobrze wie ,że mam lęk wysokości. Gdy miała 10 lat zrzuciła mnie z karuzeli. Jak miała 11 (scena w aqua parku.) zjechałam wtedy przez nią z 100m zjeżdżalni. Była prawie pionowa a ja jechałam prawie 50 na h. Potem musiała mnie siłą wyciągać z pola zjazdu bo wjechałby na mnie grubas który zjeżdżał zaraz po mnie. Jak miała 15 lat uparła się żebyśmy skoczyły na banji!!! Ale za to się z nią przyjaźnie. Jak to mówią przeciwieństwa się przyciągają. Kiedy tak wspominałam i wspominałam....Myślałam nad swoją przyszłością i życiem z zamyślenia wyrwał mnie zamaszysty krzyk dobiegający z dołu.
-KOLACJA!!!!!-zawołała mama a ja pośpiesznie zeszłam na dół. Dzisiaj byłam tak zajęta ,że nie jadłam obiadu a na śniadanie przełknęłam pół kromki z dżemem. Byłam więc bardzo głodna.
Zaczęłam więc jeść aż usłyszałam ciche pomrukiwanie taty.
-Wiesz co córcia? Pamiętasz ciocię Maggie  z Tunezji?
-Tak a co? Odwiedza nas?
-Nie całkiem. Mówiła mi kiedyś ,że chciałaby żebyś wiedziała co nieco o kraju z którego pochodzi.... i pomyślała ,że być może nie miałabyś nic przeciwko przyjechać do stolicy na parę dni, dokładnie tydzień. Nie chodzi jej o odwiedziny ale o zwiedzanie miasta, uliczek. Zakupy....jeśli oczywiście nie masz nic przeciwko.
-Naprawdę??!!! Ale super. Tak się cieszę.....-odparłam ale zaraz zaczęłam ponownie-Ale ja nie mogę...Tydzień to sporo czasu a ja nie będę tam miała jak skontaktować się z przyjaciółmi. Wiesz ile kosztują rozmowy zagraniczne??
-Ach ta młodzież???!!! Nie potrafią wytrzymać bez komórek nawet tygodnia...Jak ja byłam w twoim wieku-Bla bla bla bla!! Zaś ta jej głupia rozmowa o technologii i uzależnieniach. Nawet nie wiem ile tak gadała aż zaczęła- Wiesz skoro tak Ci na tym zależy razem z tatą postanowiliśmy że możesz zabrać ze sobą trójkę przyjaciół a rozmieszczenie hoteli ustalicie na miejscu.
-Dzięki dzięki dzięki dzięki-pisnęłam po czym pośpiesznie zjadłam jajecznicę i wbiegłam do swojego pokoju. Postanowiłam napisać charyzmatycznego smsa do Fran.
-Cześć!!!!
-Cześć Naty. Coś się stało?
-Pakuj walizki!!! (-: <3<3<3 (-:
-Jezu ile buziek. Dobrze się czujesz? Co?! Jak to pakuj walizki.
-Pakuj walizki booooooo....
-Bo co jezu Naty. Siedzę pod prysznicem. Musiałam wyjść bo komórka jest zapchana wiadomościami od ciebie. O co chodzi?
-Pakuj walizki bo jedziemy do Tunezji....Z Diego i Maxim!
-<3<3<3 (-:)-: # Jej ale super. Już dzwonie do chłopaków. Ale mam podnietę. Dzięki Naty! Ale jak to to i rodzice się zgodzą?!! Wiesz jacy są?!
-Właśnie wiem ale dziś zupełnie zaskoczyli mnie. Sami zaproponowali podróż i to jeszcze z wami!
-Ekstra. Ja już dzwonię do Diego a ty zadzwoń do Maxiego. To pa
-Pa, zdzwonimy się jeszcze (-:
-Ok
-Spk

*Fran*
Kończąc rozmowę zaczęłam piszczeć. Nagle do mojego pokoju wbiegli rodzice z... siekierą?
- Co się dzieję?! - krzyknęła mama
- Nic po prostu się dowiedziałam że za dwa dni jadę z Naty do Tunezji!
- Ohhh córcia zawału dostanę... - odetchnął z ulgą tato
- To... mogę jechać? Pliss tak bardzo mi zależy!
- Dobrze, możesz.
- Jej dziękuję!
Już chciałam ich przytulić ale przypomniałam sobie o siekierze. Gdy rodzice wyszli wybrałam numer Diego.
- Halo? - spytał głos w słuchawce
- Cześć! Diego, ty spałeś?
- Jest druga w nocy....
A to stąd ta siekiera u taty....
- Przepraszam....
- Nic nie szkodzi, ale czemu dzwonisz o tej porze?
- Nie, dobrze. Wyśpij się rano ci powiem.
- Misia jak już dzwonisz to powiedz - na słowo misia poczułam dreszcze
- Naty załatwiła nam bilety do Tunezji! Jedziemy w czwórkę za dwa dni!!!
- Co?! Żartujesz?!
Nagle usłyszałam jak ktoś w słuchawce mówi ,,Diego musisz się tak drzeć?!'' A na słowa że już nie będzie usłyszałam ,,Słuchaj ja to toleruje masz dziewczynę ale drzesz się gorzej chyba niż ona. Dobranoc''
- Już jestem...
- Kto to był? - spytałam i zaczęłam się śmiać
- Mój tata
Nagle zachciało mi się spytać ,,twój tata nie zauważył że porywałeś i biłeś dziewczyny?!'' ale gdy usłyszałam ,,Kochanie, jesteś tam?'' to mi się odechciało.
- Jestem. Zamyśliłam się.
- Dobrze, pewnie jesteś zmęczona. Pogadamy jutro na temat wyjazdu itd. Dobranoc Franiu
- Hah dobranoc - powiedziałam i z uśmiechem na ustach rozłączyłam się

*Następnego dnia*
Obudził mnie pocałunek złożony na moim policzku. Powoli otworzyłam oczy.
- Diego?! - krzyknęłam i zakryłam się kołdrą gdyż pewnie wyglądałam jak zombie
- Nie zakrywaj się - powiedział rozśmieszony
- Wyglądam gorzej niż zombie - odparłam zza kołdy
Ten na to mnie odkrył i zaczął całować.
- Dobra koniec tego muszę się ogarnąć - odparłam
- No dobrze księżniczko. Idź się przyszykować a ja zrobię śniadanie.
- Diego...
- Tak?
- Kto cię wpuścił?
- Twoja mama
- Ale ona wyszła pół godziny temu do pracy
- No tak. Trochę sobie tu posiedziałem i oglądałem jak słodko śpisz
Na to walnęłam go poduszką i wywaliłam z pokoju. Wyciągnęłam ubrania i ubrałam ten zestaw:
(bez torebki)
Rozczesałam włosy i zostawiłam je rozpuszczone. Gdy zeszłam na dół do kuchni zobaczyłam Hiszpana przygotowującego jajecznicę. Powoli do niego podeszłam i objęłam od tyłu. Gdy się odwrócił zobaczyłam na jego twarzy szeroki uśmiech.
- Cieszę się że cię mam - powiedział muskając moje usta - Kocham cię
- Ja ciebie bardziej....
Gdy zjedliśmy jajecznicę usłyszeliśmy dzwonek do drzwi.
- Otworzę - powiedział brunet a ja spojrzałam na drzwi. Chwilę później zobaczyłam Naty i Maxiego.
- Cześć! - krzyknęłam - Co tak wcześnie?
- Normalnie, za to ja się pytam co tu robi Diego - spytał Maxi
- Nic - odrzekliśmy chórem i zaczęliśmy się śmiać
- Dobra nie wnikam - odpowiedział unosząc ręce do góry w geście obronnym
__________________________________________________________________
Jest kolejny rozdział :) Spodobało nam się pisanie wspólnie rozdziałów :D Bardzo chciałyśmy podziękować za komentarze, za czas spędzony na tym blogu. Dziś było mnóstwo wyświetleń które wciąż rosną, za co naprawdę dziękujemy i za każdy jeden komentarz jesteśmy wdzięczne i szczęśliwe <3
Domi Nika/ NataliaNaty292











środa, 26 sierpnia 2015

Rodział 9

*Francesca*
Czemu ja to powiedziałam?! Cała trójka wyglądała jakby miała zemdleć. Diego wybiegł z sali biały jak ściana, Łukaszowi wyszły oczy z orbit a Naty miała tak otwartą buzie jakby jej miały zęby wylecieć. Zaczęłam płakać.
- CO?! - krzyknęła Naty
- Ja... - zaczęłam - Przepraszam Łukasz ja nie chcę cię ranić. Kocham cię, bardziej kochałam ale proszę nie bądź zły. Ja wiem że to boli bo mnie również. Nawet jakbym nie chciała nie potrafię cię kochać. Przepraszam, proszę powiedz coś.
- Wiesz co Francesca? Ja się poddaję... - powiedział wychodząc
- Łukasz... nie zostawiaj mnie - wyłkałam
- Fran, co ty gadasz? - krzyczała Naty
- Ja nie wiem co mam zrobić.
- Nie możesz go kochać Fran!
- Wiem - szepnęłam - wiem ale ja...
- Co ty Francesca?! Kochasz się w porywaczu!
- Sama kochasz Maxiego widać to Natalia! Mam dość wyrzutów! Kocham Diego i nic z tym nie zrobię tak jak ty z Maxim! - krzyknęłam na cały szpital
Chwilę potem przyleciała lekarka
- Co się dzieję? - spytała
- Nic
- Yy proszę wyjść musimy jej zrobić badania - zwróciła się do Naty
- Dobrze. Pogadamy potem Fran - powiedziała do mnie
Lekarka zrobiła mi parę badań, potem nadszedł wieczór i naszedł mnie sen.

Zobaczyłam przy moim łóżku Naty i Diego.
- Co się stało? - spytałam przestraszona
- Miałaś zły sen, wszystko dobrze? - spytała również przestraszona (tak jak wszyscy) Naty po czym mnie przytuliła
- Nie... - powiedziałam i poczułam łzy w oczach
- Co ci się śniło? - spytał Diego lekko się do mnie uśmiechając
- Nic...
- Fran... - spytała łagodnie Naty - Powiedz....
- Że... - w tym momencie spojrzałam na Diego - że znów się nade mną znęcałeś
Podszedł do mnie a ja przestraszona lekko się odsunęłam. Złapał mnie za rękę a ja nie chciałam jej puścić. Spojrzałam tylko na niego smutnym wzrokiem.
- Przepraszam za wszystko. Posłuchaj... źle postąpiłem, pobiłem cię i porwałem. Nie chciałem tak robić ale czułem że muszę. Czułem uciechę z tego że robię komuś krzywdę. Ale ty nie byłaś jak wszystkie te dziewczyny którym coś zrobiłem. Byłaś inna... Próbowałaś się postawić, uratować ciebie i swoją przyjaciółkę, za którą skoczyłabyś w ogień. Chodź bałaś się, wiedziałaś jak może skończyć się każdy twój ruch, nie poddawałaś się. Dlatego przez to wszystko zakochałem się w tobie do szaleństwa....
Poczułam łzy w oczach.... Znowu.... Puściłam jego rękę i spojrzałam mu w oczy. Dotknęłam jego policzka i przyciągnęłam do siebie. Po chwili nasze usta złączyły się w głębokim a zarazem delikatnym pocałunku.
- Oooo...jak słodko  - usłyszałam Naty
W końcu się od siebie oderwaliśmy. Delikatnie się uśmiechnęłam co on odwzajemnił.
- Naty... - nagle zaczął Maxi i wpatrzyliśmy się w niego - No bo... Diego wogóle brawo pięknie to powiedziałeś. No to tak. Natalio, od kiedy cię ujrzałem uważam że jesteś przepiękną kobietą. Starałaś się być silna, niezależna. Nie chciałaś dać czegoś zrobić swojej przyjaciółce. Popełniłem błąd robiąc wam krzywdę. Naty kocham cię.
Na to tylko Naty do niego podeszła. Zarzuciła mu ręce za szyję i delikatnie pocałowała

*Naty*

Pocałunek nie trwał długo. Oderwaliśmy się od siebie i popatrzeliśmy sobie w oczy. Mogłabym tak stać godzinami lecz rozsądek podpowiadał mi coś innego. Ach, głupia Naty. Jak mogłaś zakochać się w takim palancie?! Ale w sumie całkiem fajny ten mój palant. Nim się spostrzegłam widziałam na sobie pełne zdziwienia spojrzenia moich przyjaciół. Podeszliśmy do nich wolno. Nagle poczułam na mej ręce dłoń Maxiego. Uśmiechnęłam się lekko a on odwzajemnił gest i pocałował mnie w policzek.
- Fran....kiedy wypiszą Cię z szpitala-spytałam chcąc zmienić temat na inny niż ja i .......mój chłopak?
- Wychodzę w środę....pojutrze. (-;
Uśmiechnęła się do mnie przyjacielsko i przyjęła pozycję z leżącej na siedzącą.
- Będę musiała się przebrać bo nie dają mi tutaj najlepszych ciuchów. Palcem wskazującym pokazała swoją szpitalną "sutannę" jak ona to nazywa.


-Masz rację. Nie wygląda to na pokaz mody lecz coś na pewno się wymyśli. (-: Przyniosę Ci dzisiaj coś do przebrania.- odparłam po czym obdarzyłam Francescę wesołym uśmiechem.
   Wszyscy wyszli. Tylko Diego został i zdążył przy okazji usnąć na szpitalnym fotelu. W końcu postanowiłam że ich zostawię i w między czasie pójdę po ubrania dla Fran.
   Kiedy wróciłam do szpitala zastałam Fran siedzącą na łóżku z tabletem a obok śpiącego nadal Diega. Podeszłam do niej tak żeby nie obudzić chłopaka ale moje instynkty ninja nie są jednak najlepsze. Zamrugał zamaszyście rzęsami a potem spojrzał pytająco na Fran.
- Co robisz?
-Siedzę....
-Miałem na myśli co robisz z moim tabletem.
- A wiesz postanowiłam się nie nudzić i gram w taką jedną gierkę.
- A jaką?
- Hmmmm..
- Nie powiesz mi?
- A chcesz wiedzieć?
- Chcę wiedzieć wszystko łącznie z tym w co grasz. Bo wiesz nie znam Cię jeszcze za dobrze.....- zabrzmiało to tak jakby był zmieszany ale zamiast grymasu na jego twarzy pojawił się łobuzerski uśmiech.
- Skoro tak.....
- To w co grasz?
- A czy to ważne?Jezu Diego napaliłeś się na jakąś głupią gierkę a ja nawet nie wiem dlaczego w ogóle Cię to obchodzi

Po tych słowach Fran odwróciła tablet w moją stronę aby Diego nie mógł spojrzeć. Wybuchłam śmiechem.
- Serio??!!! Nie jesteś już za stara na takie numery?
- Nie a poza tym gierka idealnie wpasowała się w sytuacje
Diego wyrwał Fran tablet i na jego twarzy pojawił się grymas.
-Kopnij pedofila???!!! Serio?!!! Że ja niby to ten pedofil???!!!
- Nieeeeeee......

Wyszłam z pokoju kiedy para zaczęła się całować. Według mnie potrzebowali trochę prywatności a nie uda im się to jeżeli cały czas będę tam siedzieć. Na korytarzu przed łazienką zastałam Maxiego.
Chłopak zaczął delikatnie dotykać mojej twarzy opuszkami palców. Poczułam motyle w brzuchu. Zatrzęsłam się lekko ale on to zauwarzył.Nasze twarze dzieliło tylko kilka centymetrów. Czułam jego oddech na swojej surze. Czułam zapach jego perfum. Zapach przy którym nie umiałam się skupić i myśleć. Nagle zapragnęłam, żeby przestały nas dzielić nawet centymetry. On chyba pomyślał o tym samym bo jego usta znalazły się na moich w tej samej sekundzie. Na początku całowaliśmy się delikatnie. Lekko muskając się ustami.Jego ręce znalazły się na mojej tali i przyciągnął mnie do siebie. Moje ręce owinęły mu się na karku, a palce wplotły się w jego włosy. Z czasem nasze warg zaczęły ze sobą w spół pracować, całowaliśmy się coraz namiętniej. A ja chciałam żeby ten pocałunek trwał wiecznie. I nagle oderwaliśmy się od siebie. Oboje ciężko oddychaliśmy. On jednak mnie nie puścił. Przytuliłam się do niego i położyłam głowę na jego ramieniu. Gładził mnie po włosach jedną ręką, drugą cały czas mnie trzymał, jak gdyby bał się, że ucieknę. Ale nie zamierzałam tego zrobić. Miałam dość powstrzymywania się .Chciałam żyć chwilą i nie martwić się o konsekwencje. Chciałam być z nim tu i teraz




















piątek, 21 sierpnia 2015

Rozdział 8

*Fran*
Do pomieszczenia wbiegł Łukasz.
- Fran! - krzyknął po czym mnie przytulił
- Łuki!
Poczułam łzy w oczach. Tak bardzo za nim tęskniłam. To co czułam do Diego, to była jedna wielka pomyłka. On mnie porwał, chciał zabić. A Łukasz to mój chłopak, który bardzo mnie kocha.
- Fran tak mi przykro, nic ci nie jest?
- Trochę mnie boli głowa. Yy... - spojrzałam na Diego który nie wiedział o co chodzi.
- Diego, to mój chłopak. Łukasz, to mój porywacz...
- Co?! - krzyknął mój chłopak. No to Diego ma przerąbane. - To ty tak urządziłeś Fran! I śmiesz się tu pokazywać!
- To nie ja, tylko mój znajomy Maxi. Trafi do więzienia.
- A ty? Porywaczu?! Lubisz tak robić dziewczynom?! CO?!
- Lubiłem okej? Takie hobby, ale wszystko zmieniła twoja dziewczyna
- Takie hobby?! I tak, to MOJA DZIEWCZYNA.
- Głuchy nie jestem nie musisz tak akcentować
- Zamknij ryj świnio!
- Łukasz! Diego! Ogar! - krzyknęłam
Oni się trochę opamiętali
- Już cię nie zostawię słońce. Nie zobaczysz już tego porywacza. - powiedział opiekuńczo Łukasz i pocałował mnie w policzek
Zobaczyłam smutek w oczach Diego. W końcu słyszałam że się we mnie zakochał.
- Łukasz... - zadrżał mi głos. Nie wierzę że to robię
- Tak myszko?
- Ja... to... koniec - powiedziałam z łzami w oczach a Diego prawie wyszły oczy z orbit
- CO?! - krzyknęli oboje
- Fran, na pewno? - powiedziała Naty
- Tak. Łukasz z nami koniec - powiedziałam i poczułam jak łzy spływają po moich policzkach
- Dlaczego... - powiedział smutny
- Nie mogę z tobą być, nie chcę cię ranić.
- Nie rozumiem.
- Nie mogę być z kimś kogo nie kocham.
- To kogo kochasz?! - krzyknął
- Diego... - powiedziałam cicho a brunet pijący wodę wypluł ją na szpitalną podłogę