Gatunek: Dramat
Para: Naxi
*Naty*
Już nie jestem tą samą, zwykłą nastolatką jaką była Natalia Vidal. Teraz jestem wielką gwiazdą muzyczną, Natalią Vidal, a wkrótce Ponte. Tak! Mój kochany chłopak i teraz narzeczony Maxi mi się oświadczył! Myślałam, że teraz wszystko zacznie się układać, myślałam....
*Przeszłość*
Siedzę sama na kamiennym murze i myślę. Myślę o moim bólu... Cierpieniu... Dlaczego myślę o smutnych rzeczach, pewnie zadaliście właśnie sobie to pytanie? Ostatnio straciłam moich rodziców, zginęli w wypadku samochodowym, na dodatek przez nieuwagę i samolubstwo straciłam swoją najlepszą przyjaciółkę Francescę... Wszystko zaczęło mi się walić. Przestałam jeść, przestałam pić, a moja dusza zaczynała przestawać żyć. Moim codziennym nawykiem był płacz, to mnie uspokajało. Zasypiałam z myślą o lepszym jutrze, jednak to się nie stawało. Zostałam sama... I nic tego nie zmieni.
Nagle podszedł do mnie jakiś chłopak. Nawet na niego nie spojrzałam. Nie chciałam marnować na niego swojego wzroku.
- Cześć, wszystko okej? Zapowiada się na burza - powiedział niepewnie
Było to słychać po tonie jego głosu, martwił się. Martwił się niechcianą przez nikogo dziewczyną, nie kochaną. Każdego by te słowa zabolały, ja już się przyzwyczaiłam.
- Jestem Maxi - powiedział znów, tym razem uraczyłam go swoim wzrokiem - Zaraz będzie padać... - powiedział tak jakbym nie usłyszała jego poprzedniej wypowiedzi
- Lubię burzę - powiedziałam bez emocji i znów spojrzałam na murek na którym siedziałam
- Ja nie. Jest taka smutna, nie uważasz? - spytał wesoło
- Lubię smutek... - powiedziałam cicho
- Nikt nie lubi smutku, każdy zasługuje chodź na odrobinę szczęścia
- Jakoś ja go nie mam - warknęłam
Wkurzają mnie tacy ludzie. Tacy szczęśliwi, wydają się wredni. Chcą ci wbić nóż szczęścia w plecy, mają cudowne zwykłe życie. Nie wiedzą co to ból. Spojrzałam na niego złym wzrokiem jednak on nie odszedł, tak jak robiła to większość ludzi
- Dlaczego taka jesteś? - spytał
Spojrzałam na niego zdziwiona. Nie rozumiałam o czym mówi
- Jaka?
- Taka niedostępna, zła na wszystkich i na wszystko
- Nie interesuj się - warknęłam
- Dlaczego... boisz się mnie? - spytał i odwrócił moja twarz tak żebym patrzyła prosto na niego
- Po prostu zbyt wielu ludzi mnie zraniło - powiedziałam i wyrwałam głowę z uścisku chłopaka
- Na przykład? - spytał
- Rodzice zmarli, moja przyjaciółka mnie zostawiła, nie mówię, z mojej winy ale nie było to celowe, wszyscy się ode mnie odwrócili, a moje życie zaczęło się walić... - westchnęłam i poczułam falę łez przypływających do moich oczu. Musisz być silna Naty... Nie możesz dać oznak słabości
- Zresztą co cię to wszystko obchodzi! - krzyknęłam
Wstałam z murku i poszłam przed siebie
*Teraźniejszość*
Pamiętam to wszystko tak, jakby to zdarzyło się wczoraj. Maxi podbiegł do mnie, chwycił za rękę, powiedział ,,W końcu musisz się otworzyć'' i pocałował mnie. Ten moment odmienił moje życie. Zrozumiałam co to miłość, wszystko zaczęło nabierać kolorów. Zostaliśmy parą, a wkrótce zostanę panią Ponte. Nie mogę się tego doczekać.
Nagle do drzwi domu się otworzyły a w nich stanął Maxi. Ostatnio jest jakiś zdenerwowany, nie rozumiem dlaczego. Paparazzi nie daje nam żyć, ale już się przyzwyczailiśmy, więc dlaczego nagle teraz miałoby go to zacząć denerwować. Chłopak spojrzał na mnie, zawsze po przywitaniu dawał mi całusa i rozmawiał ze mną, teraz nawet nie stać go na zwykłe ,,cześć'' tylko od razu idzie do swojego mini - biura gdzie zajmuje się swoją wytwórnią. Zawsze o niej marzył, ale od zawsze mówił mi też że jestem dla niego najważniejsza. Gdy kolejny raz od dłuższego już czasu chciał iść do jego ulubionego pomieszczenia zatrzymałam go.
- Maxi musimy pogadać - powiedziałam łapiąc chłopaka za ramię
- Co jest?
- To ja powinnam się o to spytać. Jesteś jakiś dziwny...
- Nata, nic mi nie jest - mruknął i już chciał iść ale mu nie pozwoliłam
- Coś jest na rzeczy. Jestem twoją narzeczoną, jeśli mi nie powiesz z nami koniec- powiedziałam bardzo poważnie
- Przesadzasz...
- Czyli z nami koniec? - spytałam
Nagle zobaczyłam w jego oczach łzy. Podszedł bliżej i mnie przytulił
- Ja umieram... - powiedział cicho i zauważyłam łzy w jego oczach
Dotknęłam jego policzka i spojrzałam mu w oczy. Chłopak dzięki któremu żyję, który mnie odmienił właśnie umiera a ja nie mogę mu pomóc...
- Jak... Na co? - spytałam a po moich policzkach również spłynęły łzy
- Mam raka - szepnął a ja myślałam że się załamię
- Nie wierzę... - wyłkałam - Ile ci zostało?
- Pół roku...
*6 miesięcy do śmierci*
Wszystko wydawało się być cudowne. Mój chłopak mi się oświadczył, zdobyłam wymarzoną karierę, aż dowiaduję się że jedyny człowiek jakiego w moim życiu pokochałam musi umrzeć, a ja nie wiem jak sobie poradzę. Zanim go poznałam byłam samotną, smutną, niechciana dziewczynką, nieumiejącą sobie z niczym poradzić. Gdy go poznałam wszystko stało się kolorowe, wesołe. Poznałam nowe emocje, szczęście, miłość, nigdy nie wiedziałam jak to jest. On mi pomógł, odnalazł mnie i moją pasję. Kocham go, a on mnie zostawia... Dawne emocje powracają z każdym dniem, z każdą godzina, minutą czy sekundą mojego smutnego życia.
- Natuś, nie myśl o tym - uspokajał mnie mój chłopak
Nie wiem jak, ale on jest spokojniejszy ode mnie. Czuję się jakbym to ja miała umrzeć, a nie on. Wolałabym, żeby tak było. Życie bez niego nie ma najmniejszego sensu.
- Maxi ja sobie bez ciebie nie poradzę - powiedziałam i znów poczułam słone łzy spływające po moich policzkach - Kocham cię, nie mogę bez ciebie żyć
- Dasz radę, nie poddawaj się. Znajdziesz kogoś innego - powiedział głaszcząc mnie po moim delikatnym i mokrym od łez policzku
- Kiedy ja nie chcę nikogo innego, kocham tylko ciebie...
- Ja ciebie też, nawet nie wiesz jak bardzo
- Maxi, jako jedyny zaakceptowałeś mnie taką jaką byłam, odnalazłeś prawdziwą mnie, zobaczyłeś we mnie coś czego nikt inny nie widział.
- Oj misia - przytulił mnie i sam się rozpłakał
*5 miesięcy do śmierci*
Śmierć... niby zwykłe słowo, a rani tak wielu ludzi. Wybiera niesprawiedliwie osoby, które nie zawiniły. Żyły sobie spokojnie, ale ona ich dopadła. Zabrała im szczęście, radość.... Zabrała im życie.
Siedzę właśnie w pokoju i rozmyślam. Postanowiłam że pomogę Maxiemu. Spełnić jego największe marzenie. Jakie? Niby jest już sławny jako dj i ma własną wytwórnię, ale jego marzeniem jest pojechać do NY. Nigdy tam nie był, a wiem że chciał tam pojechać.
Podeszłam do komputera i zarezerwowałam bilety na tydzień do Nowego Yorku. Usłyszałam trzask drzwi. Maxi wrócił z pracy.
- Hej skarbie - powiedział jak zwykle całując mnie w policzek
Jestem z niego dumna, że nie załamuje się z powodu choroby, tylko próbuje żyć normalnie, jakby nie miał umrzeć.
- Cześć. Nie zgadniesz co zrobiłam! - krzyknęłam
- Co? - spytał zdziwiony
- Coś, na co bardzo się ucieszysz
- No mów bo zaraz nie wytrzymam!
- Pakuj walizki! Za tydzień jedziemy do NY!
- Że co?! Naty dziękuję ci! - krzyknął po czym rzucił się na mnie z otwartymi ramionami - To było moje marzenie! Dziękuje! - krzyczał
- Nie ma za co.Nie oszukujmy się, wiem że chodź jesteś dzielny umierasz, a ja chciałam żebyś te ostatnie chwile spędził jak najlepiej.
- Kocham cię - wyszeptał mi do ucha i ponownie przytulił
*5 miesięcy do śmierci*
Siedzimy już na miejscach w samolocie. Zauważyłam jak mój chłopak się trzęsie. Spojrzałam na niego czule i oparłam głowę na jego ramieniu.
- Wszystko dobrze? - spytałam delikatnie
- Tak, trochę się stresuje ale cieszę się że tam jadę, a zwłaszcza dlatego że jadę tam z tobą - powiedział i się uśmiechnął
Podniosłam głowę po czym pocałowałam go w policzek. Spojrzałam za okno. Samolot wystartował...
- No to lecimy - szepnęłam zafascynowana widokami
- Boisz się? - spytał
- Czego? Lotu?
- Nie, mojej śmierci... - powiedział cicho
- Maxi, mogę cię o coś prosić?
- Tak...?
- Przez ten tydzień nie poruszajmy tego tematu, okej?
- Okej...
*Parę godzin później*
Jesteśmy w Nowym Yorku! Jest cudownie! No i jest tyle sklepów! Przyznam, ja również od dawna chciałam tu przylecieć, jestem tu parę godzin a tutaj już mi się strasznie podoba!
Właśnie wzięłam prysznic, ale mój chłopak cały czas leży w łóżku. Strasznie się o niego martwię...
Wyszłam z łazienki i podeszłam do łóżka/ Na nim leżał Maxi oglądający jakiś kanał w tv. Dotknęłam jego czoła, było gorące.
- Maxi, masz gorączkę... - powiedziałam z troską w głosie - Może zostań jutro w łóżku?
- Nie, dobrze się czuję Naty, nie martw się. Nie zepsuję nam tego tygodnia obiecuję
- Powiedziałabym okej, ale jesteś poważnie chory i jedna mała choroba w tym wypadku gorączka może ci zaszkodzić.
- Przesadzasz - jęknął
- Po prostu się martwię
- Chodź lepiej spać, już jest późno
- No okej - westchnęłam
Nawet nie zauważyłam kiedy zasnęłam
*Rano*
Otworzyłam oczy i ziewnęłam. Spojrzałam na Maxiego, był jakoś dziwnie blady. Potrząsnęłam nim parę razy a ten ani drgnął. Mocno się przestraszyłam. Wstałam i zobaczyłam czy oddycha. Nie oddychał! Wzięłam telefon i zadzwoniłam po karetkę. Dobrze że mówię po angielsku to się w miarę dogadam.
Chwilę potem przyjechała karetka. Niestety nie mogłam jechać. Dali mi adres ale nawet nie wiedziałam gdzie to jest! Usiadłam załamana na łóżku .
Boję się, że umrze. Nawet nie wiem kiedy stracił przytomność. Tak bardzo się martwię. To wszystko moja wina. Wiedziałam, że coś złego się stanie ale go nie pilnowałam.
Te przemyślenia przerwał mi telefon. Jak poparzona odskoczyłam od łóżka i pobiegłam na poszukiwania telefonu. Na szczęście szybko go znalazłam i zdążyłam odebrać
- Słucham?
- Natalia Vidal? - usłyszałam męski głos w słuchawce
- Tak... Czy mogłabym wiedzieć kto mówi?
- Mówi doktor Alson... w szpitalu jest pani narzeczony./
- Ah tak! Co z nim?!
- Takich wiadomości nie wolno nam podawać przez telefon. Prosiłbym o natychmiastowe pójście do szpitala.
- Przyjadę jak najszybciej... - powiedziałam i rozłączyłam się
Pobiegłam do szafy i ubrałam moją czarną sukienkę. Nie wiem czemu, ale jakoś czułam że musi być czarna. Wyszłam z mieszkania i wezwałam taxi. Podałam ulicę i pojechałam do szpitala. Gdy wysiadałam zapłaciłam mężczyźnie i pobiegłam do środka. Przy recepcji stał mężczyzna a na jego koszuli zauważyłam plakietkę z napisem Peter Alson. To ten lekarz! Powoli do niego podeszłam
- Witam. Nazywam się Natalia Vidal, przyjechałam do mojego narzeczonego
- Ołłłłł.... Panna Vidal. Proszę, niech pani idzie ze mną. Dzięki za te dokumenty Greta - zwrócił się do sekretarki i ruszyliśmy w stronę chyba jego biura
Otworzył mi drzwi i gestem zaprosił do środka.
- Proszę, usiądź. Czy możemy sobie mówić na ty?
- Tak... Natalia - podałam mu rękę
- Peter - powiedział z uśmiechem całując moją dłoń
Usiadłam na fotelu a on naprzeciwko mnie
- No więc Natalio, przyjechałaś do swojego narzeczonego? - spytał
- Owszem, Maximiliano Ponte
- Mhm... Ten dj?
- Tak... a ja jestem piosenkarką
- Nieźle się dobraliście... - mruknął
- Co z nim?
- Z kim? - spytał głupio - Ah z Maximiliano. No więc... jak wiesz pd dawna chorował na raka
- Owszem. Ale miał umrzeć za 5 miesięcy. I tak się stanie, prawda?
- Ekhem - kaszlnął - Wiesz Natalio....
- Nie pan powie proszę - powiedziałam zniecierpliwiona
- Pani narzeczony zmarł - rzucił prosto z mostu
Spojrzałam na niego i poczułam łzy w oczach
- Nie... - szepnęłam i zaczęłam płakać
Peter podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. Niby chciał pomóc ale to nie było to samo co przytulas od Maxiego. To miał być jego najlepszy tydzień w życiu, a nie ostatni....
Nagle do pomieszczenia wbiegła lekarka. Nie wiem czemu ale czułam że ją znam.
- Peter, mogę wziąć sobie wolne? - spytała patrząc na niego
- Nie rozumiem czemu nie weźmiesz ogólnego wolnego przecież jesteś chora
- Bo mnie tu potrzebują - powiedziała i spojrzała na mnie
Wiedziałam że ją znam.Przyjrzałam jej się dokładnie i nagle przypomniało mi się kto to
- Francesca! - krzyknęłam i przytuliłam przyjaciółkę
- Naty! Tęskniłam za tobą! - powiedziała i zaczęła płakać
- Nie wierzę że po tylu latach znów się spotykamy. I to w NY!
- Tak, to niesamowite. Bardzo mi ciebie brakowało. Widziałam że twój narzeczony tu był. Co z nim?
*3 miesiące później*
Straciłam mojego narzeczonego, moje całe życie. Ale odnalazłam moją najlepszą przyjaciółkę. Po długim czasie znów wszystko zaczęło się układać. Przeprowadziłam się do NY gdzie zrobiłam karierę aktorską, jako piosenkarka nie czułam się dobrze. Fran spiknęła mnie z Peterem, okazało się że jest w moim wieku no i tak jakoś wyszło.
Francesca przyznała się że ma narzeczonego, Diego. Ale się zrymowało! Widziałam go, są śliczną parą. Polubiłam go, on mnie też.
Moja niekończąca się historia ma wzloty i upadki, ale teraz same wzloty.
Umarł mój ukochany, ale znalazłam moją od dawna poszukiwaną przeze mnie przyjaciółkę.....
_________________________________________________________
No w końcu się zebrałam! Już dwa tygodnie to pisałam, codziennie po kawałku. Blog ma już 1099 wyświetleń! Jeszcze raz bardzo chciałam wam podziękować za to wszystko
Mam nadzieję, że fajny rozdział :) Napracowałam się :D
Bardzo dziękujemy za wszystko <3
Domi Nika


Wrócę skarby jutro.. Ale od razu zaznaczam ze przed Lusią *-*
OdpowiedzUsuńktóra jest masakrycznie zła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
UsuńCzyli... tak xdd
UsuńHehe.. Moja misia jest zła hehe ;33
Noo weź ;))
Nie długo oddam ci TO i nie będziesz zła..
A wracając do OS-a.
Wow!
Jestem już chyba przyzwyczajona że uśmiercają mi Maxia.
Sama parę razy to zrobiłam ^^ Ciii....
Natalka i Peter.. Hmm..
Pety czy Nater... Nie!! Naxi ;33
Frania i Natka best friends forever !!! <3
Czekam na next bayoo ;33
Aaa.. Gratuluję wyświetleń xdd
Nuśka x.x
piękny !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
OdpowiedzUsuńszkoda że smutny
gratuluje !!!!!!!!!!!!!1
ja nie umiałabym pisac smutnych prac o naxi
ale i tak jest piękny
obyś napisała coś z haspoy endem naxi ;D
....
fabuła bardzo ciekawa i wzruszająca
ja płacze ;(
nie moge naty i tak była przy nim do końca
nie chciała by sie martwił też i o nią
jak mogłaś uśmiercić Maxiego ?